• Wpisów:323
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:1 godzinę temu
  • Licznik odwiedzin:8 925 / 948 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Ta historia rozpoczyna się w zamku Twilight podczas rozmowy z nią,Mane 5,Starlight Glimmer i Spikem kilka dni wstecz. Wszystkie dziewczyny siedziały w sali tronowej. Twilight zmarszczyła czoło.
- Dlaczego nas wezwałaś?- spytała księżniczka. Ja się uśmiechnęłam.
- Ponieważ chciałabym wam dać propozycje nie do odrzucenia!-zawołałam. Dashie westchnęła.
- A jaka to propozycja?-spytała Dashie. Ja dalej się uśmiechałam.
- Cóż. Skoro mamy lato i wakacje. To co powiedziałybyście na wyprawę do ManeFuture?-spytałam. Rarity spojrzała ze Starlight na mnie.
- A. Jakie są tam atrakcje?- spytała Starlight. Ja stuknęłam kopytkiem.
- Jest tam park rozrywki,spa,aquapark,kręgielnia,fryzjer. I najlepsze zostawiłam na koniec! Wszystko to oferuje mój tata Black Story!
- Hola,hola cukiereczku!-zawołała Applejack wymachując kopytkami przede mną.- Czyli,że to rozrywkowe miasto,które stworzył twój ojciec?
- Tego nie powiedziałam-powiedziałam przywracając oczami.- Mój tata tam w parku rozrywki pracuje i zaoferował przefantastyczne wakacje tam! Powiedział też,że nie może się doczekać,żeby on i moja mama- Golden Song was poznała.
- A co z twoją siostrą?- spytała Rarity.- Słyszałam,że dostała znaczek. Gdzie ona teraz jest?
- Black Star dostała propozycje w Manehattańskim Day Spa i teraz tam pracuje. Moi rodzice się zgodzili na to,żeby ona zaczęła w tak młodym wieku pracować i mogła rozwijać swoje marzenia.
Twilight Sparkle się uśmiechnęła.
- A tak,o której chcesz wyjechać z Ponyville?- spytała Twilight. Ja się uśmiechnęłam.
- Rano powinnyśmy być tu z walizkami. A pociąg załatwiłam na 9:30.
- I to wszystko?- spytała Twilight. Ja przytaknęłam.
- Możecie się rozejść-powiedziałam i wszyscy się rozeszliśmy.
 

 
Ja podleciałam do okna,z którego widać było lekcję polskiego. Emilka siedziała w ławce przy oknie.
- Ok. Pogadam z Emilką i się stąd zmywam-powiedziałam i spojrzałam bliżej.- Ok. Pani Emilki nie przesadziła do innej ławki. Tylko jak teraz sprawić,żeby ona otworzyła to okno?
Po chwili pstryknęłam.
- No przecież! Czemu ja na to wcześniej nie wpadłam?-
I zapukałam w okno. Pani od Polskiego tłumaczyła odmianę rzeczowników przez przypadki. Ja mocniej zapukałam. Emilka spojrzała na okno,przy którym ja latałam. Ja pomachałam ręką do niej.
- Ja mam chyba jakieś halucynacje-wymamrotała Emilka po chwili podnosząc rękę.- Proszę Pani?
- Wiesz jak się odmienia narzędnik?- spytała Pani od Polskiego.
- (z) kim, (z) czym proszę Pani. Ale coś tam lata i puka do okna i pewnie może to Panią zainteresować.
- EMILKA OTWÓRZ OKNO! MUSIMY POGADAĆ!-zawołałam pukając. Pani podeszła do okna i je otworzyła. Ja odetchnęłam z ulgą.
- No nareszcie Pani otworzyła-powiedziałam. Pani od Polskiego zmarszczyła czoło.
- Ola to ty?- spytała Emilka.
- Tak. To ja. Uhm. Słuchaj. Co do tych korepetycji z Angielskiego to mimo tych dziwnych wydarzeń,które się dzieją od wczoraj to nie są odwołane. Ok?-spytałam.
- Tak,ale co ci się stało?- spytała Emilka. Ja zaśmiałam się nerwowo.
- To po prostu jakaś czarna magia się przedostała do naszego świata i... wyjaśnię ci wszystko na korepetycji,Oki?
- Spoko-powiedziała Emilka.- A wiesz może co się stało z Tamarą? Bo jej nie było wczoraj na Piżama Party u mnie w domu.
- Niestety nie wiem co się z nią stało. Przykro mi.
- Ok. To,o której mam tak być u ciebie w domu?
- O 15:30. Tam ci wszystko przy herbatce wyjaśnię i pouczymy się Angielskiego. Ok?
- Jasne. To do zobaczenia!
- Pa!-zawołałam i odleciałam do domu. Podczas drogi zastanawiałam się czy aby Tamara nie jest tak samo wkręcona w tę sytuację jak ja. Nie mogłam normalnie myśleć. Miałam całkowity mętlik w głowie. Cały czas myślałam o tym co się mogło Tamarze stać złego. Po powrocie do domu od razu zaczęło padać. Ja poszłam do pokoju i zaczęłam myśleć. Dash weszła do mojego pokoju. Była ubrana w sukienkę,którą uszyłam lalce Barbie. W czarno-białej sukience i butach na obcasach tego samego koloru wyglądała przepięknie. Na głowie miała opaskę na włosy. Ja wzięłam oddech z szoku.
- Dash! Kto cię tak wystroił?
- Nie wiem! Jakaś mała dziewczynka mnie wcisnęła w ciuchy lalki Barbie i zmieniła mi ułożenie grzywy!
- Jest ona jeszcze?
- Nie. Już sobie poszła.
- Dlaczego wpuściłaś kuzynkę Zuzię z wujkiem i ciocią?
- Nie miałam pojęcia,że twoja kuzynka to była. Myślała,że jestem zabawką na baterie i zaczęła mnie wciskać w różne ciuchy.
- Ok. O 15:30 przyjdzie moja koleżanka z klasy i masz wytłumaczyć jej skąd się wzięłaś. I kto ciebie znalazł. Jarzysz fazę?
- Tak. Wiem kto jest winowajcą.
- No kto?
- Twoja koleżanka Tamara.
- I,gdzie ona jest?
- W Grocie Celestii. Ma testy sprawności.
Ja przegryzłam dolną wargę. To dopiero teraz dowiaduję się,że moja koleżanka stoi za tymi dziwnymi wydarzeniami? Czułam jakbym miała wybuchnąć z wściekłości. Aż zagrzmiało piorunami. Bo właśnie się burza zaczęła.
 

 
Była godzina 18 wieczorem. Rarity,Dashie i Juniper Montage były w restauracji.
- To. Opowiedz kochana. Co robiłaś zanim Manuel Tiger ciebie zatrudnił?- spytała Rarity. Juniper westchnęła.
- Miałam setki innych posad,które kończyły się tragicznie czyli wyrzucenie po prostu z pracy. Już po dniach próbnych byłam wyrzucana.
Juniper ponownie westchnęła.
- Mam nadzieję,że w tej pracy nie zostanę wyrzucona już po pierwszym dniu.
Rarity się uśmiechnęła.
- Skarbie. Manuel Tiger ma złote serce. Sam ma wnuczkę,która kiedyś popełniała błędy. Pamiętasz Dash?
Dash zachichotała.
- Jak Ola Tiger pomyliła taśmę z odcinkiem ,,Wszędzie Pinkie Pie'' z filmem ,,Upiorki rządzą'',a potem musiała oddać Sunlight taśmę i tłumaczyć się ,że to zrobiła w celu pomyłki? Tak pamiętam. To był chyba najlepszy dzień w naszej pracy Rarity!
Po chwili przyszła kelnerka.
- Państwa zamówienie?- spytała kelnerka.
- Poproszę dla mnie owoce morza. Dla Dash sałatkę tak?
Dash przytaknęła.
- W porządku. A dla Rarity deser lodowy.
- A coś do picia panie życzą?
- Nie trzeba-powiedziała Juniper. Kelnerka odeszła.
- I co dalej było po tym incydencie z taśmami?-spytała Juniper Montage. Dash zachichotała ponownie.
- Manuel Tiger przyjął przeprosiny.
- Ale to był Oli wtedy pierwszy dzień w pracy. A nowicjuszom się przydarzają błędy-powiedziała Rarity.- Pamiętasz jak ty pomyliłaś swoją kwestię i zamiast ,,Niech wygra najlepszy'' powiedziałaś ,,Niech wygra najgorszy''?
Na Dashie twarzy pojawił się rumieniec. Juniper się zaśmiała.
- To wiele się działo zanim ja zostałam zatrudniona.
- Totalnie! Było wiele wpadek na planie aż ciężko to zliczyć!-zawołała Dash.
- Umiem to sobie wyobraźnić- powiedziała Juniper i się ponownie zaśmiała. Po chwili przyszła kelnerka z jedzeniem.
- Proszę i smacznego- powiedziała kelnerka i odeszła.
- Sama wiem,że też Lolipoppy przeszła na emeryturę. I,że poszukiwali młodej reżyserki-powiedziała Juniper jedząc owoce morza. Dash przerwała jedzenie sałatki.
- To fakt. Słyszałam też,że jak Manuel przejdzie na emeryturę to jego cały majątek przejdzie na wnuczkę-powiedziała Dash. Rarity się uśmiechnęła.
- Może po prostu skupimy się na jedzeniu? Dowiemy się o wszystkim jutro-powiedziała Rarity. Dziewczyny się uśmiechnęły i zaczęły jeść.
 

cleodenile90
 
pinkamenadinepie
 
Cześć uhm. Słyszałaś może najnowszą piosenkę z mlp?
Miłego słuchania <3
 

 
Wczoraj sobie gmerałam w internecie na telefonie. I sprawdzałam jakie ,,smaczki'' się pojawiły na San Diego Comic Con International. Także te z najnowszego filmu, który pojawi się w kinach 6 października. Do rzeczy. Pewien fan opublikował na Youtube fragment piosenki w wersji audio. No i nie uwierzycie jaka mnie ekscytacja ogarnęła! Bo okazało się,że najnowsza piosenka będzie należeć do Rainbow Dash i Captain Celaeno! Wstawiam tu ten filmik z piosenką w wersji audio. Mam nadzieję, że się wam spodoba.
Miłego poranka pingerowicze!
 

 
- Twilight!-zawołałam wchodząc do sali.- Słyszałam muzykę i...-powiedziałam urywając zdanie i patrząc jak Applejack tańczy.- Co tu wszyscy robią?- spytałam. Pinkie Pie zachichotała.
- Mamy imprezę!-zawołała Pinkie i dmuchnęła mi gwizdkiem urodzinowym.
- Jakaż to znowu okazja do świętowania?-spytałam. Pinkie wyjęła karteczkę z włosów i przeczytała:
- ,,Okazja: Wielkie osiągnięcie Oli Tiger i Starlight Glimmer w Magii przyjaźni.''
- Jestem niezwykle z was dumna. Ledwie co ukończyłyście kurs nauki o Magii przyjaźni,a już czynicie takie postępy-powiedziała Twilight i nas przytuliła. Po chwili podeszła Rarity pijąca poncz.
- Dziewczyny. Spróbujcie tego ponczu! Jest naprawdę przepyszny!
- Pewnie!-powiedziałam biorąc magią poncz z tacy,na której podawał Spike. Twilight przestała na chwilę pić.
- Mm. Ola? Masz jakieś newsy z Canterlotu? W końcu. Byłaś tam niedawno na wakacjach z Heart Melt i Honey Dash.
- Oczywiście. Gala ma być w tym roku organizowana w Canterlocie jak tradycyjnie. Tyle,że nie wiem kiedy dokładnie ma być.
- Rozmawiałam niedawno z Księżniczką Celestią i powiedziała,że się za cztery miesiące czyli w październiku.
- To wtedy kiedy wychodzi nowa książka A.K Yearling?- spytała Dash.
- Niezupełnie Dashie. Ostatnio dowiedziałam się,że termin wydania przesuwa się o 2 miesiące-powiedziałam. Dash wypluła poncz.
- Nie mogę czekać kolejnych 2 miesięcy! Ja tego nie przeżyję!...-zawołała Dash panikarskim tonem. Ja zatkałam jej buzię kopytkiem.
- Starczy dramatyzowania. Ok Dash?-spytałam. Dash przytaknęła,a ja wyjęłam jej kopytko z buzi.
- W porządku-powiedziałam i zwróciłam się do Twilight.- A jaki to ma być właściwie temat przewodni tegorocznej gali?
- Ola. Gale u nas nie mają konkretnego tematu jak u was w świecie ludzi imprezy. Po prostu ubierasz się w elegancką suknię i rozmawiasz z kucykami-powiedziała Twilight.
- Albo kupujesz,a następnie zajadasz ciasta z targu rodziny Apple-powiedziała Applejack nie przestając tańczyć. Ja zachichotałam.
- Rozumiem. Po prostu nie mogę się przyzwyczaić od kiedy przybyłam tu do kucykowych klimatów panujące tu u was.
- Jeszcze kilka miesięcy i się przyzwyczaisz cukiereczku!-zawołała Applejack nie przestając dalej tańczyć. Ja westchnęłam.
- Masz rację Applejack. Jesteś niezwykle hojną przyjaciółką.
Applejack zachichotała.
- Dzięki kochana!-zawołała Applejack i uśmiechnęła się. Ja wypiłam poncz i poszłam do Pinkie Pie.
- Ta impreza jest chyba najlepsza jaką organizowałaś!-zawołałam tańcząc w rytm ulubionego kawałku Pinkie. Pinkie zachichotała.
- Dzięki,ale. Planuję przed galą jeszcze dwie imprezy urządzić!-zawołała Pinkie tańcząc w rytm swojego ulubionego kawałku.
- Tak? A kiedy?-spytałam.
- Po prostu uzbrój się w cierpliwość. To tajemnica.
- Serio?-spytałam. Pinkie Pie przytaknęła.
- Nie wszystko mogę mieć prawidłowo zaplanowane i nie wiem dokładnie kiedy może być następna impreza. Dlatego powinnaś się uzbroić w cierpliwość i wszystko będzie OK!
Ja się uśmiechnęłam i powiedziałam:
- Super Pinkie. Dasz mi znać jak będziesz wiedziała?
Pinkie Pie przytaknęła.
- Super! Dzięki!
I poszłam tańczyć.
 

 
Było słoneczne popołudnie. Właśnie w pokoju Starlight Glimmer uczyłyśmy się używania magii we właściwy sposób oraz rozmawiałyśmy o osiągnięciach w Magii przyjaźni. Starlight Glimmer się zaśmiała.
- I pomyśleć,że tak niedawno byłam klaczą,która chciała żeby kucyki miały identyczne znaczki!
- Nie tylko ja zrobiłam ogromny krok w Magii przyjaźni. Gdyby nie ty i Twilight to bym nie pokonała demona z amuletem Nightmare Moon! Teraz ja i ty mamy własne trony w sali tronowej!- zawołałam podekscytowana.
- Zasłużyłyśmy na to. Po kilku miesiącach nauki Magii przyjaźni zasłużyłyśmy na małą nagrodę- powiedziała Starlight Glimmer dając mi kuksańca w brzuch. Ja jej oddałam.
- Starlight-powiedziałam śmiejąc się.- Jako uczennice Księżniczki Twilight Sparkle powinnyśmy słuchać się ,,nauczycielki''.
- Święta racja Ola-powiedziała Starlight.- Przeżyłyśmy ze sobą wiele przygód.
- Poznałyśmy wiele kucyków- dodałam.
- Oraz dowiedziałyśmy się o swoich mocach- powiedziała Starlight.
- O jakiejkolwiek porze nas Twilight będzie wołać na misję przyjaźni...
- ... zawsze będziemy gotowe-dokończyła Starlight. Po chwili nam się zaświeciły znaczki. Ja wzięłam oddech.
- To Twilight! Pewnie nas potrzebuje na misję przyjaźni! Chodź Starlight! Idziemy do sali tronowej!
I pobiegłyśmy z pokoju Starlight do sali tronowej. Po chwili słychać było głośną muzykę dobiegającą z sali tronowej.
- Co tam się dzieje?-spytała Starlight zdziwiona.
- Jakaś impreza czy co?-spytałam zdziwiona również.
- Wchodzimy?- spytała Starlight ponownie. Ja przytaknęłam i weszłyśmy do środka.
 

 
Był ciepły poranek. Fluttershy z Rarity budowały karmnik dla ptaków.
- Uhm. Rarity? Czy nie powinnyśmy zrobić większego karmnika? Żeby więcej ptaków się zmieściło?
- Cóż. Pierwszy będzie dla czterech ptaszków stylowy malutki pałacyk,a dla reszty będzie większy pałacyk-powiedziała Rarity. Fluttershy westchnęła.
- Nie sądzisz,że te cztery ptaszki mogą poczuć się odrobinę gorsze od innych?
- Sugerujesz,że mam ten karmnik zburzyć,a w większym zrobić jeszcze cztery pokoiki?-spytała Rarity. Fluttershy przytaknęła.
- W porządku.
I zburzyła za pomocą magii mały karmnik.
- Teraz trzeba to ostrożnie usadzić na drzewie i...
- JESZCZE TYLKO 4 MIESIĄCE!-usłyszały za sobą głos Dashie. Ich karmnik się zniszczył. Rarity warknęła.
- Rainbow Dash! Pracujemy już nad tym karmnikiem dwie godziny,a ty wszystko psujesz!-zawołała wściekła Rarity.
- Ja z nią porozmawiam-powiedziała Fluttershy i odleciały na bok.
- Dashie. Wybrałaś nie najlepszy moment na ekscytacje.
- Dlaczego?- spytała Dash.
- Od dwóch godzin pracujemy nad karmnikiem dla ptaków na zimę. I...
- Mamy przecież lato- powiedziała Dash przerywając.- Czemu nie możecie tego zrobić dzień przed Pożegnaniem Jesieni?
- Rarity wtedy będzie zajęta szyciem strojów zimowych. Do rzeczy. Jaki to powód do ekscytacji?
- Powinnaś też się ekscytować!-zawołała Dashie.
- Dlaczego?
- Ponieważ nowa książka ,,Dzielnej Do'' będzie za 4 miesiące! Czy to nie ekscytujące?
- Jasne. Tylko,że musimy zacząć od nowa robienie karmniku. Pogadamy później!-zawołała Fluttershy i odleciała do Rarity. Dashie poleciała do zamku Twilight.
 

 
Była godzina 9 rano. Marysia właśnie wstała. Weszła do pokoju rodziców i zauważyła mnie w kuchni grzebiącej coś przy sokowirówce. Marysia ziewnęła i spojrzała się na mnie dziwnie.
- Uhm. Ola? Co ty wyprawiasz?- spytała Marysia. Ja miałam słuchawki na końskich uszach. Przez nie słuchałam piosenki Zary Larsson ,,Lush Life''.
- Ola!-zawołała Marysia ponownie. Ja jednak nie słuchałam jej i dalej wrzucałam jabłka do sokowirówki. Marysia się wściekła i zawołała:
- OLA ZAJĄCZKOWSKA!
Ja zdjęłam słuchawki.
- Co?-spytałam odkładając słuchawki na półkę.
- Co ty wyprawiasz z tą sokowirówką?- spytała Marysia.
- Robię sok dla zwierzątka. Też chcesz?-spytałam.
- Tak-powiedziała Marysia. Ja nalałam do szklanek sok.
- Co się stało z rodzicami?- spytałam. Marysia westchnęła.
- Dzwonili do mamy z pracy. Ma misję na Antarktydzie,a tata ma kryzys,więc wyjechał do Londynu.
- Nie mógł nas zabrać ze sobą?-spytałam jęcząc.
- Też się pytałam,a tata tylko,że mam się słuchać siostry. Nie będę się słuchać osoby,którą chyba jakieś paranormalne zjawisko potraktowało!-zawołała Marysia wściekła. Ja zrobiłam poważną minę.
- Okej,okej! Odwołuję to co powiedziałam!-powiedziała Marysia. Ja się uśmiechnęłam.
- W porządku. Na,którą masz dzisiaj lekcje?
- Na 11:30-powiedziała Marysia przewracając oczami.
- W porządku. Ubieraj się,a ja ci naszykuję śniadanie. Co byś chciała do jedzenia?
- Omlet z szynką. A ty jesteś gotowa?
Ja przytaknęłam.
- Sukienka,rajstopy i buty na obcasach?-spytała Marysia.- Nie zapominaj,że dzisiaj mają już być przymrozki!
Ja westchnęłam.
- Bluzę założę i będzie git.
- Zmarzniesz!-zawołała Marysia z pokoju.
- Wcale nie! W końcu wyglądam jak te postacie z ,,Equestria Girls'' po przemianie. One mają też skórę,która grzeje!
Marysia westchnęła.
- Siostra 0 Człowieko-kucyk 1.
Ja zachichotałam.
- No dobra! Starczy tych kłótni!- powiedziałam robiąc śniadanie. Po chwili Marysia wyszła ubrana w stylową bluzkę i w spodnie dżinsowe.
- Fajny look!-zawołałam pokazując dwa kciuki w górę.
- Dzięki! Twój też!-zawołała Marysia powtarzając za mną gest i siadła do stołu.
- W porządku. To ty jedz śniadanie,a ja pójdę po rowery z garażu-powiedziałam zakładając bluzę i wyszłam z domu nucąc ,,Lush Life''. Kiedy weszłam do garażu dalej nuciłam,aż w końcu poczułam pulsowanie w plecach. Po chwili wyrosły mi skrzydła i zrobiły mi otwór na nie w bluzie.Upadłam na metalową podłogę myśląc,że sobie złamię rękę bądź nogę. Na szczęście skrzydła mnie ochroniły. Ja wstałam otrzepując się z kurzu i uśmiechając się. Po chwili przyszła do garażu Marysia i opadła jej szczęka.
- ALE CZAD! TY MASZ SKRZYDŁA!-zawołała Marysia podekscytowana. Ja westchnęłam.
- Tak. Mam je. Do rzeczy. Czy chciałabyś zamiast normalnej przejażdżki do szkoły na rowerze. Polecieć na osobie,która ma skrzydła?
- TAK,TAK,TAK,TAK,TAK,TAK,TAK,TAK,TAK,TAK,TAK!-zawołała Marysia. Ja zrobiłam pozę ,,Gotowi?'' i rozprostowałam skrzydła.
- To na co czekasz? Wskakuj na barana i ciebie podwiozę!-zawołałam.
- Myślałam,że takie rzeczy się dzieją w bajkach,a tu? Siora mnie podwozi w taki czadowy sposób do szkoły!-zawołała Marysia wskakując na mnie.
- Uważaj Marysia! Lepiej trzymaj się mocno! Bo zapowiada się jazda nie z tej ziemi!
I wyleciałyśmy z garażu. Kiedy przelatywałyśmy przez Most Gdański Marysia krzyczała:
- ALE JAZDA!
A ja się śmiałam. Po chwili spojrzałam przed siebie i oblizałam usta.
- I będziemy zaraz na miejscu. Widzisz jak szybko? Szybki,tani transport. Przy szkole Natalka z Gabrysią i Ulą gadały o imprezie Andrzejkowej,która miała się odbyć za tydzień. Po chwili zauważyły mnie z Marysią na plecach. Ja wylądowałam i zrobiłam pozę do pompek.
- Schodź ze mnie. Jesteśmy na miejscu.
Marysia zeszła, a ja wstałam otrzepując się z kurzu. Marysia mnie przytuliła.
- Ok. To teraz śmigaj do szatni. Za 20 minut zaczynasz lekcje!
Marysia weszła do szkoły i zawołała:
- Pa!
- Cześć!-zawołałam. I podeszłam do dziewczyn.
- Sorki za to show. Nie musiałam zwracać na siebie uwagi co?
- To było niesamowite! Skrzydła wyglądają jak prawdziwe!-zawołała Ula. Gabrysia i Natalka przytaknęły.
- To dopiero było coś!-zawołała Gabrysia. Pani od przyrody wchodziła do szkoły.
- A co to za pogaduszki? Na lekcje!-zawołała Pani od przyrody.
- My już sobie idziemy proszę Pani-powiedziałam i weszły dziewczyny z wyjątkiem mnie do szkoły. Byłam cały czas na zewnątrz.
- Która to? 11:11. Akurat trwa Polski.
Oblizałam ponownie usta.
- Perfect. Muszę pogadać z Emilką.
I wzniosłam się w powietrze.
 

 
W jadalni już Twilight ze Spikem siedzieli przy stole.
- Myślisz,że te potrawy będą ciepłe?-spytał Spike.
- Nie wiem Spike. To chłodna klacz,więc potrawy raczej też będą zimne.
- Jak ona wytrzymuje w takim chłodzie?-spytał Spike.
- Nie wiem Spike. Ale chyba jej to nie przeszkadza. W końcu śnieg jest zimny. Co nie?
Spike przytaknął. W końcu klacz wróciła z lewitującą kawą,sernikiem,lodami i herbatą.
- Smacznego kochani. Przygotowałam na wypadek gości: mrożony sernik,deser lodowy,mrożoną kawę i mrożoną herbatę. Wszystko było z napojów słodzone i schłodzone-powiedziała Snow Fly siadając do stołu i wzięła łyk swojej kawy.- Opowiadajcie. Skąd wy przybyliście? Bo szczerze widzę was pierwszy raz.
- Jeżeli można. Przybyliśmy z Ponyville. Z Equestrii-powiedziała Twilight pijąc łyk kawy swojej.
- A powiedz. Jest u was kucyk pegaz,który ma jakieś moce?
- Jest. Rainbow Dash. Potrafi zrobić Ponaddźwiękowe Bum! Reprezentuje element harmonii Lojalność.
- Słyszałam o Ponaddźwiękowym Bum. Potrafi to zrobić tęczowo-włosa klacz z waszego świata.
- Skąd to wiesz?-spytał Spike przerywając jedzenie deseru lodowego.
- Mam parę książek o Equestrii. W tomie 6 w rozdziale ,,Equastriańskie Moce'' przeczytałam co nieco o waszej koleżanki zdolnościach.
- My już wiemy,że robi się nad tobą kula śniegowa jak się wściekasz-powiedziała Twilight Sparkle.- Masz jeszcze jakąś moc?
- Oczywiście!-zawołała Snow Fly.- Kiedy śpiewam to unoszą się nade mną śnieżynki. Chcecie zobaczeć?
Twilight Sparkle i Spike przytaknęli.
WSPANIAŁY DZIEŃ W ŻYWIOŁVILLE.
Snow Fly: Ach! Co za wspaniały dzień w Żywiołville pełen słońca i radości! Co za wspaniały dzień w Żywiołville,więc baw się i śmiej! Więc baw się i śmiej!x3.
KONIEC PIOSENKI.
Po chwili nad Snow Fly zaczęły się unosić śnieżynki. Twilight i Spike spojrzeli się z szoku i zaklaskali.
- Dziękuję. Nie potrzebuję jednak żadnych aplauzów. Wiem jaka jestem wspaniała w śpiewaniu.
Twilight i Spike,oraz Snow Fly się zaśmiali. Nagle sielankę przerwał telefon od Waterfall.
- Dzwoni ci telefon- powiedziała Twilight. Klacz odebrała. Po chwili smutno westchnęła.
- Coś nie tak?- spytała Twilight.
- Nie. Tylko muszę się z wami na trochę rozstać. Waterfall powiedziała,żebym zamroziła jezioro na urodziny źrebaka. Jest środek lata,a ta mnie prosi o zamrożenie jeziora? Litości no!-zawołała smutnym tonem Snow Fly.
- To,gdzie nas odsyłasz?-spytał Spike.
- Odsyłam was do miejsca,w którym się trochę ogrzejecie. Czyli do krainy ognia.
Po chwili nad Twilight i Spikem pojawiła się biała pętla. Kiedy powoli znikali to usłyszeli Snow Fly głos mówiący:
- Bywajcie przyjaciele! Mam nadzieję,że się niedługo zobaczymy!
I ponownie znikli.
 

 
Jednak w zamku nie było ani trochę ciepło. Zimno idealnie współgrało z niebieskim,kryształowym wystrojem w zamku.
- Albo Pet Lover nas źle odesłała,albo jej przyjaciółki jeszcze nie ma w domu-powiedziała Twilight. Spike przytaknął.
- Uhm. Halo? Jest tu ktoś w domu? Ktokolwiek?
Po chwili spadł śnieg.
- Kolejna transformacja?-spytał Spike.
- Na to wygląda-powiedziała Twilight. I miała rację. Z kupki śniegu zaczęła się formować klacz pegaz o białej skórze oraz prostych biało-niebieskich włosach. Miała na sobie niebieską sukienkę taką jaką zakładają księżniczki na ceremonie.
- Si tengo invitades?-spytała śnieżna klacz po hiszpańsku wściekła.
- T-ak?-powiedziała niepewnie Twilight.
- Nie powinno tu was być!-zawołała klacz.
- My naprawdę przepraszamy- powiedział Spike.
- ,,Przepraszam''? Wiesz jak bardzo nienawidzę nieproszonych gości?!-zawołała klacz wściekła. Nad nią pojawiła się wielka kula śnieżna.
- Nie wiedzieliśmy! Błagam! Oszczędź nam życia!-zawołała przerażona Twilight. Klacz zleciała na dół śmiejąc się.
- Co?-spytał Spike. Klacz dalej się śmiała.
- Wy tak na serio?- spytała klacz.
- Ale co?- spytała Twilight.
- Wy serio myślicie,że bym was zabiła tą kulą?
- Sama nie wiem-powiedziała Twilight nieśmiało.
- Ta kula jeszcze nikogo nie uśmierciła,więc nie ma się co bać. Jestem Snow Fly. A wy?- spytała Snow Fly podając Twilight skrzydło.
- Ja jestem Twilight Sparkle,a to mój smok Spike. Fajna suknia!-zawołała Twilight najpierw trzęsąc Snow Fly skrzydłem,a potem patrząc na jej suknię.
- Dzięki! Chcecie napić się lub zjeść coś?- spytała Snow Fly. Twilight i Spike przytaknęli.
- To chodźcie do jadalni! Zaraz wam przygotuję przepyszny podwieczorek!
I poszli do jadalni.
 

 
Po chwili Twilight,Spike i Waterfall byli na miejscu. Byli oni obecnie na farmie.
- Ach. Stary poczciwy Żywiołville! Wszędzie dobrze,ale w domu najlepiej co nie kochana?- spytała Waterfall.
- Uhm. Jasne- powiedziała Twilight Sparkle nieśmiało. Waterfall się uśmiechnęła.
- Zanim ja ciebie opuszczę na jakiś czas odpowiedz na moje pytanie. Jak się ty i twój smok nazywacie?
- Nazywam się Twilight Sparkle,a to mój smok Spike. Nam też było miło ciebie poznać Waterfall i mamy nadzieję,że się jeszcze zobaczymy.
- No napewno! A teraz już niestety muszę iść. Moje obowiązki mnie wzywają w wodnych miejscach takich jak stawy,rzeki,morza itd. Do zobaczenia!-zawołała Waterfall i znikła. Zamiast klaczy pojawiła się kałuża wody.
- Sprytne- powiedział Spike.- Też bym tak chciał znikać na jakiś czas.
- Nie przesadzaj Spike. Chodź! Musimy poznać Waterfall przyjaciół-powiedziała Twilight. Następnie spojrzała na drzewo,które nierówno rosło.
- Fajowe drzewo!-zawołał Spike-Czy to pierwsza atrakcja turystyczna tutaj?
- Nie wiem Spike. Może to być równie dobrze kucyk,który ma taki kamuflaż.
- W sumie racja. Pamiętasz jak Fluttershy tak się przebrała?
- Jasne. A potem Rainbow Dash ją znalazła w środku przebrania.
Twilight na samą myśl o tym wydarzeniu zachichotała. Tymczasem drzewo bardziej kiełkowało a do drzewa przebiegały zwierzaki oraz kiełkowały rośliny.
- Co tu się dzieje?-spytał Spike.
- Nie wiem,ale wiem tylko jedno! W nogi!
Po chwili drzewo zmieniło się w zielonego kucyka ziemskiego o brązowych włosach i czarnych oczach oraz piegach na buzi. Miała znaczek ziemi.
- Nie bójcie się kochani. Przed lądową naturą nie ma co się bać. Przestraszyłam was?
- T-trochę-powiedziała Twilight.
- Strasznie was przepraszam. Moja transformacja zawsze każdego przeraża. Z wyjątkiem moich przyjaciółek. One się do tego już dawno przyzwyczaiły. Nazywam się Pet Lover. A wy?
- Nazywam się Twilight Sparkle,a to mój smok Spike-powiedziała Twilight.
- Rzadko tu widujemy alicorny-powiedziała Pet Lover.
- A my też rzadko widujemy kucyki z takimi zdolnościami.
- Dzięki! Jesteście z poza miasta?
- Z Ponyville-powiedziała Twilight Sparkle nieśmiało.
- Witajcie w Żywiołville! Mam nadzieję,że wam się tu spodoba i zostaniecie tu na dłużej. Reprezentuję żywioł ziemi.
- A ja element harmonii Magię.
- Super! Chodźcie! Oprowadzę was po mojej farmie!-zawołała Pet Lover.
...
- Moją farmę dzielę z jeziorem Waterfall-powiedziała Pet Lover oprowadzając Twilight po farmie.- Musiałam ją przez pierwsze kilka miesięcy tutaj na tej farmie pytać o pozwolenie brania wody z jej jeziora. Na szczęście teraz już nie muszę się jej o nic pytać. Ona wie,że potrzebuje wody do obowiązków na farmie,a nawet do kąpieli. Wszyscy jednak mi non-stop mówią,że jestem taką kucykową matką naturą,ponieważ działam na zwierzęta jak magnes.
- Zauważyliśmy-powiedział Spike. Pet Lover spojrzała na zegarek.
- Och nie!- powiedziała Pet Lover.
- Coś nie tak?- spytała Twilight Sparkle.
- Babcia Live Pet chciała,żebym zajęła się pękniętą rurą w naszym gospodarstwie dlatego nie mogę tu zostać z wami dłużej. Odsyłam was do nieco chłodnego miejsca,gdzie znajdziecie klacz,która nie ma nic wspólnego z żywiołami,ale jest naszą przyjaciółką.
- Czekaj Lover!-zawołała Twilight Sparkle,ale nad nią i Spikem się pojawiła zielona pętla i znikli. Po chwili stali przed kryształowym zamkiem. Zimny wiatr hulał sobie w najlepsze.
- Ale zimno!-zawołał Spike.
- Wiem Spike! Szkoda,że nie wzięliśmy szalików i kożuchów!-zawołała żartobliwym tonem Twilight.
- Wchodzimy?-spytał Spike. Twilight przytaknęła.
- Przynajmniej się tam ogrzejemy-powiedziała Twilight. I weszli do środka.
 

 
Była godzina 8 rano. Twilight jeszcze spała. Po chwili w jej pokoju było słychać chlust wody i stukot kopyt. Pojawił się w jej pokoju niebieski kucyk ziemski o niebieskiej prostej grzywie i ogonie. Miała ona znaczek wody. Podeszła do Twilight Sparkle.
- Pobudka- wyszeptała wodna klacz. Twilight przewróciła się na drugi bok.
- Pinkie. Daj mi jeszcze 5 minut. Miałam wczoraj ciężki dzień-wymamrotała Twilight przez sen. Klacz się wściekła i oblała ją wodą.
- GAH!-krzyknęła Twilight ociekając wodą.- K-kim ty jesteś?
- Nazywam się Waterfall. Reprezentuję żywioł wody-powiedziała Waterfall.
- Żywioły- wymamrotała Twilight po chwili zwróciła się do Waterfall.- To coś związanego z elementami harmonii?
- Niezbyt,ale nasze pochodzenia są nieco przybliżone do waszych.
- Jesteś tylko ty kucykiem,który reprezentuje te żywioły?
Waterfall zachichotała.
- Nie. Mam też przyjaciółki,które reprezentują ostatnie 3 żywioły. A jedna z nas dodatkowo reprezentuje śnieg.
Twilight miała ochotę zadać jej jeszcze jedno pytanie,ale Waterfall użyła mocy telepacji.
- Jeżeli chcesz poznać moje przyjaciółki musisz się przenieść do naszego świata razem ze swoim smokiem.
- Skąd ty...? A rozumiem. Telepatia-powiedziała Twilight. Waterfall przytaknęła.
- Ok. Powiedz mi,że to sen,a ja się z niego w trybie natychmiastowym obudzę.
- Muszę cię zawieść,ale to nie jest sen. To się dzieje naprawdę.
Po chwili nad Waterfall, Twilight i jeszcze śpiącym Spikem pojawiła się niebieska pętla.
- Co się dzieje?- spytała Twilight przerażona.
- Przenosimy się do mojego świata. Tam skąd przybyłam.
- Czy tam będę musiała zmienić imię?
- Nie. Przyjaciele moi uwielbiają wręcz nowych gości,którzy przybyli z zaświatów.
- Czyli takich jak ja?
- Nie tylko! Ale teraz się proszę nie ruszaj. Jak,któryś z nas się poruszy to wasza pierwsza połowa zostanie w tym świecie,a druga w tamtym!
I zniknęli. Po chwili weszła do sali tronowej Rainbow Dash.
- Twilight! Słyszałam dziwne odgłosy dobiegające z pokoju twojego! Jeżeli to podobny żart do tego z ciasteczkowymi zombie to w trybie natychmiastowym idę do Pinkie Pie i wygarnę jej co o niej i jej żartach mam na myśli!
Po chwili się rozejrzała.
- Hmm. Nie ma ich. Dziwne.
Po chwili zaczęła wołać Twilight i Spika.
- Twilight! Spike! Nie mam czasu na grę w chowanego z wami!
I poszła szukać wszędzie ich. Po około godzinie wróciła do sali tronowej.
- Szukałam ich w każdych możliwych zakamarkach. I nigdzie ich nie ma. Nie mogli się rozpłynąć w powietrzu. No chyba,że Twilight testuje jakieś zaklęcie niewidzialności na sobie i Spiku. Trudno. Miałam do niej ważną sprawę,ale jak widać nie ma ich w zamku na chwilę obecną.
I wyleciała z zamku Twilight.
 

 
Była godzina 20 wieczorem. Twilight Sparkle szykowała się do snu.
- I kolejny dzień za nami Spike!-zawołała Twilight. Spike przytaknął.
- Pomogliśmy Applejack w obowiązkach i po obowiązkach zjedliśmy szarlotkę! Jakiż to był wspaniały dzień!-zawołał Spike. Twilight zachichotała.
- Nie zapominaj o jednym. Wysłaliśmy Olę Tiger i Starlight Glimmer na misję przyjaźni do Vanhoofer. Za tydzień wrócą one stamtąd-powiedziała Twilight Sparkle.
- Aha. A co ma do tego?- spytał Spike przywracając oczami.
- Bardzo za moimi uczennicami tęsknię- Twilight westchnęła.- Oby tylko wiedziały jak pomóc kucykom.
- Cóż. Nie powinnaś się przejmować. Zobaczysz,że ten tydzień minie szybko.
Twilight ponownie zachichotała.
- Wiem,wiem Spike-powiedziała uśmiechając się i idąc w stronę łóżka.- A teraz lepiej iść spać. Odpoczynek dobrze nam zrobi po ciężkim dniu pracy.
- Ok. To dobranoc Twilight!-zawołał Spike idąc do swojego pokoju.
- Dobranoc Spike-powiedziała Twilight zgaszając światło i bardzo szybko zasypiając ze zmęczenia.
 

 
- Twilight! Co to za niespodzianka?-spytałam. Od pół godziny szłyśmy po zamku. Ja miałam oczy związane chustą.
- Pomyślałam,że skoro ty nam pomogłaś to zasłużyłaś sobie na małą nagrodę-powiedziała Twilight. Usłyszałam otwieranie drzwi. W środku czekały na mnie wszystkie przyjaciółki.
- Mogę otworzyć oczy?-spytałam.
- Ah,ah,ah! Jeszcze nie!-zawołała Twilight. Po chwili usłyszałam jak coś szepcze.
- Już możesz otworzyć!-zawołał Spike. Ja zdjęłam chustę i wzięłam oddech z szoku.
- Mój własny tron w sali tronowej?!-spytałam.
- Rozmawiałam wczoraj z Księżniczką Celestią. Powiedziała,że skoro zrobiłaś taki krok w nauce Magii przyjaźni to właśnie na tron sobie zasłużyłaś.
Ja się uśmiechnęłam.
- Dzięki dziewczyny! Nie wiem co bym bez was zrobiła.
BŁYSZCZEĆ JAK GWIAZDA NA NIEBIE.
Ja: Moc gromadząca się we mnie. Była początkiem czegoś nowego. Mojego nowego kroku w życiu.
Rainbow Dash: Zła moc gromadząca się w każdym z nas. Choć wiem,że znalazłam przyjaciół,którzy mnie zrozumieją. Nawet w trudnych chwilach.
Mane 6: Możemy zmienić świat.
Ref: Gdyż jesteśmy kolorowe jak tęcza. Możemy błyszczeć jak najjaśniejsze gwiazdy na niebie w ciemną noc. Gdyż nasza moc jest wielka.
Ja: W najtrudniejszych chwilach. Sobie pomagamy. I to chyba najważniejsze jest. W magii przyjaźni.
Starlight Glimmer: I chociaż był ktoś dawno zły. Dziś się śmieje i bawi jak nie do poznania kucyk.
Wszyscy Ref: Gdyż jesteśmy kolorowe jak tęcza. Możemy błyszczeć jak najjaśniejsze gwiazdy na niebie w ciemną noc. Gdyż nasza moc jest wielka i nikt nas nie pokona! Bo mamy wielką moc,która jest potężna!
Ja: Bo nasza moc jest potężna yeeah. Bo nasza moc jest potężna.
*wszystkie kucyki z Mane 8 i Spike się przytulają*
KONIEC PIOSENKI I FANFICU.
 

 
Po chwili byłam na zewnątrz tej samej wielkości co Spike. Potwór zrobił wielkie oczy.
- Och nie! Jeden smok i jedna Księżniczka Przyjaźni urosły do tego samego rozmiaru co ja! Jakie to straszne!-zawołał potwór. Po chwili Spike zionął ogniem w demona. Ja dałam znak Spikowi,że może już iść do Twilight i,że wszystkim się doskonale zajmę. Wyglądałam jak Księżniczka Celestia tyle,że z różową skórą i żółtą falującą grzywą. Użyłam Equastrianskiego Tonu.
- Rainbow Dash. Jeżeli mnie słyszysz. Powiedz.
Potworowi zmienił się kolor oczu z czarnego na różowy.
- Ola?-spytała Dashie normalnym głosem.
- Tak. To ja. Wiem,że to nie twoja wina,że zmieniłaś się w potwora. To wina amuleta Nightmare Moon. To jego wina. A ty zostałaś opętana przez niego i dałaś się ponieść jego złej magii. Dlatego daj kopytko.
Dash przez chwilę stała w milczeniu. Po chwili ze łzami w oczach dała mi kopytko. Obydwie zaczęłyśmy malec. Ja z powrotem miałam ułożenie Fluttershy grzywy i miałam ją w nieładzie. Demon przez chwilę jeszcze był,ale potem zaczynał się zmieniać. Z alicorna zrobił się normalny pegaz. Jej skóra z czarnej zmieniła się na niebieską,a jej czarna falowana grzywa zmieniła się w tęczową z już normalnym swoim ułożeniem,ale w nieładzie. Księżniczki z powrotem odzyskały swoją moc i podeszły do mnie i Dashie. Księżniczka Celestia spojrzała surowym wzrokiem na Dash.
- Mam nadzieję, że dostanę wyjaśnienia jeżeli chodzi o ten amulet i to kilkugodzinne zajście.
Ja chrząknęłam.
- Jeżeli można. Ten amulet należał bardzo dawno do Nightmare Moon. I to właśnie on spowodował to dziwne zajście.
Ja ściągnęłam Dashie amulet.
- Najlepiej będzie. Jak oddamy ten amulet kucykowi,do którego to należało.
Po chwili przebiegła Zecora.
- O rety! Mój amulet się znalazł! Dzięki wam wszystkim! Bez niego nie mogłam zrobić mikstury!
Ja się uśmiechnęłam i oddałam amulet Zecorze.
- Miło słyszeć,że to należało do ciebie Zecoro.
Dash przytaknęła.
- Następnym razem pilnuj amuletu,a nie zostawiasz go w środku lasu- powiedziała Dash. My się zaśmiałyśmy. Applejack mnie przytuliła.
- Wiedziałam,że ci się uda!-zawołała Applejack ze łzami w oczach.
- Ja tak samo. Bez magii by pokonanie kucyka nie było takie łatwe-powiedziała Starlight Glimmer.
- Cóż. Skoro pomogłam wam z demonem. Jak się teraz mi odwdzięczysz Twilight?-spytałam. Twilight się uśmiechnęła.
- Jestem pewna,że coś wymyślę.
 

 
Była godzina 16:30. Właśnie wracałam od Rarity butiku do domu by szykować się na imprezę.
- Hej Ola!-usłyszałam głos Pinkie Pie. Spojrzałam w dół.
- Oh. Hej Pinkie! Co tam u ciebie?- spytałam zlatując na dół.
- Chciałabym ciebie się o coś zapytać-powiedziała Pinkie Pie. Ja westchnęłam.
- O co chodzi? Jeżeli ci chodzi o to co ja robię to ci od razu odpowiadam,że wracam do domu by się szykować na imprezę Zipporwhill!-zawołałam.
- Nie o to chodzi- powiedziała Pinkie Pie.- Wiem,że chcesz się przyszykować na imprezę,w której mi przygotowaniu pomogłaś. Mam po prostu pytanie.
- Jakie?-spytałam.
- Chodzi o twoje zachowanie dzisiaj w cukierni. Dlaczego uciekłaś jak ci zaproponowałam,żebyś mi pomogła w robieniu szarlotki?
Ja zrobiłam wielkie oczy.
- P-przecież ci mówiłam. Musiałam pomóc Applejack w robieniu cydru i Rarity w szyciu sukni-powiedziałam nerwowo.
- Napewno? A przypadkiem nie kłamiesz?- spytała Pinkie podnosząc lewą brew do góry.
- Pinkie! A czy mnie w życiu przyłapałaś na kłamstwie?!-spytałam wściekła.
- No nie. Ale gdybyś kłamała teraz to by był pierwszy raz jak kłamałaś. Mów prawdę. Nie wścieknę się.
Ja westchnęłam.
- Ok. Jak mi wspomniałaś o szarlotce to musiałam uciec,gdyż ja. Nienawidzę szarlotek.
Pinkie wzięła oddech z szoku.
- Ale. To z cydrem i suknią to była 100% prawda. Tyle,że nie wiedziałam jak ty zareagujesz na tą prawdę.
Pinkie Pie westchnęła.
- I ty to przez cały czas ukrywałaś?- spytała Pinkie Pie. Ja przytaknęłam.
- Ale wiesz. Inne twoje wypieki są nawet smaczne. A zwłaszcza truskawkowo-jabłkowe ciasto na pogodzenie Strawberry Sunrise i Applejack.
Pinkie się uśmiechnęła.
- Spoko loko oko! To widzimy się na imprezie!
- Do zobaczenia na imprezie!-zawołałam i poleciałam do domu. Pinkie Pie się dalej uśmiechała.
- Skoro Ola nienawidzi szarlotek. To powinnam ją przekonać do nich. Tylko jak?
 

 
- Serdeczne dzięki za pomoc w robieniu ciasteczek na imprezę- powiedziała Pinkie Pie podczas,gdy ja wyjmowałam je z piekarnika.
- Nie ma sprawy. Napewno czekoladowe ciasteczka przypadną źrebakom do gustu. A tak szczerze. Przypomnisz mi jeszcze raz kto ma dziś imprezę urodzinową wieczorem?
Pinkie Pie zachichotała.
- Zipporwhill. Jej ojciec powiedział,że powinna być fajna muzyka,przepyszne przekąski oraz wielgachny urodzinowy tort taki jaki był na imprezie urodzinowej Rainbow Dash. Pamiętasz Ola?- spytała Pinkie Pie przestając na chwilę skakać. Ja zachichotałam.
- Pewnie,że pamiętam. A pamiętasz ten ponczowy basen,w którym ty,Dash i Cheese Sandwich pływaliście?
- Głuptasku pewnie,że pamiętam!-zawołała Pinkie szykując składniki na szarlotkę.- Ok Olka! Pomogłaś mi w robieniu i dekorowaniu babeczek oraz robieniu czekoladowych ciasteczek. Pomożesz mi teraz w robieniu szarlotki?- spytała Pinkie Pie. Mnie sparaliżowało z przerażenia.
- P-powiedziałaś szarlotkę, t-tak?-spytałam przerażona.
- Yup!-powiedziała Pinkie Pie.- Na Zipporwhill urodzinach nie powinno zabraknąć szarlotki!
Ja podwinęłam rękaw czarnej kamizelki spojrzałam na zegarek poprawiając różową sukienkę.
- Ojej. Sorki Pinkie,ale nie mogę dłużej zostać. Umówiłam się z Rarity na szycie sukni o 14:30 i już jestem strasznie spóźniona!
- Jest dopiero 13:10-powiedziała Pinkie patrząc na zegarek w kuchni. Ja nerwowo się zaśmiałam.
- Umówiłam się też z Applejack na pomoc w robieniu cydru. Potrwa to godzinę.
- Serio?- spytała Pinkie Pie. Ja przytaknęłam.
- Tak. Wpadnę o 16:30. Impreza się zaczyna o 20: 00 tak?
- Tak- powiedziała Pinkie.
- Świetnie! To do zobaczenia!-zawołałam wylatując z Cukrowego Kącika. Pinkie spojrzała na okno.
- Co jej się stało?-spytała Pinkie.- Hmph. Muszę z nią porozmawiać.
 

 
- Pinkie Pie!-zawołała Dash.- Wyłaź z krzaków! Koniec degustacji!
Przez 2 godziny szłyśmy po lesie w celu szukania Pinkie Pie. Niestety się ona nie pokazywała oraz nie było jej głosu słychać.
- Pinkie Pie nie mamy czasu na grę w chowanego!-zawołałam i po chwili zwróciłam się do dziewczyn.- Nawoływanie jej w ogóle nie działa. Trzeba znaleźć lepszy sposób na znalezienie jej.
- Niby jak chcesz ją odnaleźć? Przecież ona może być teraz wszędzie!-zawołała Lolishy. Po chwili otworzyły się drzwi,z których wyszła Pinkie Pie z klaczą,która wyglądała jak Rainbow Dash tyle,że z innym ułożeniem grzywy i z innym znaczkiem.
- I więcej się tu nie pokazuj!-zawołała wściekła klacz. Lolishy się uśmiechnęła.
- To Cupcake Dash. Ma dość wybuchowy charakter- wyjaśniła Lolishy. Cupcake Dash usiadła na brzegu jeziora z soku pomarańczowego i smutno westchnęła.
- Twoja kumpela wygląda na przygnębioną-powiedziałam zmartwiona do Lolishy.
- Fakt. Nigdy jej nie widziałam w takim stanie-powiedziała Lolishy.
- Spróbuję z nią pogadać i wyciągnąć z jej informacje-powiedziałam i podeszłam do Cupcake Dash.
- Uhm. Cupcake? Wszystko w porządku?-spytałam.
- Idź sobie-powiedziała klacz smutno-wściekłym tonem.
- Ja chcę ci tylko pomóc.
- Pomożesz mi jak sobie pójdziesz.
Ja chrząknęłam.
- Czy no nie wiem. Wydarzyły się jakieś sytuacje u ciebie niedawno.
W klaczy oczach pojawiły się łzy.
- Moja babcia,matka i ciotka zostały wczoraj porwane,a ojciec zaginął około rok temu. Wszystkie kucyki mówią,że po prostu oni zmarli,ale ja znam prawdziwą prawdę. Porwali ich roboty Daybreaker Chocolate.
- A czy,któraś z nas widziała je?
- Wasza koleżanka przyszła do mnie i powiedziała,że robot jest w lesie. Czaił się w drzewie z waty cukrowej. Wściekłam się,ale w środku czułam żal. Kucyki uznają mnie za wariatkę dlatego bo myślą,że mam jakieś zwidy,ale może ty. Mnie zrozumiesz.
- Cóż. Zrozum. Łatwo jest znaleźć niebezpieczną rzecz,ale trudniej ją jest rozwiązać-powiedziałam. Cupcake Dash przytaknęła.
- Skoro mamy informacje potrzebne. To mam do ciebie maleńką prośbę. Chcesz uczestniczyć z nami w misji przyjaźni?
- Bardzo chętnie-powiedziała Cupcake Dash i poszłyśmy do Lolishy.
- Loli-zaczęła Cupcake Dash.- One dostały informacje ode mnie,a teraz,gdzie my mamy iść?
Lolishy się uśmiechnęła.
- Jestem pewna,że coś wymyślę. Do gabinetu Księżniczki Landrynki!
I poszłyśmy w kierunku zamku.
 

 
Juniper Montage wyszła podekscytowana ze studia i pisnęła z radości.
- Nie mogę uwierzyć, że dostałam tę posadę!-zawołała Juniper Montage klaszcząc w kopytka.- Teraz będę mieć pracę związaną z tym co lubię! Teraz tylko powinnam poznać 2,3 aktorki maksimum,żeby móc wiedzieć co dalej robić.
- O mój Boże!-zawołała klacz stojąca za Juniper. Ona też była podekscytowana podobnie jak ona. Juniper się odwróciła i zobaczyła niebieskiego pegaza z tęczową grzywą opuszczoną na oczy. Właśnie sprawdzała telefon.
- Co się stało?-spytał biały jednorożec o fioletowej grzywie ze znaczkiem trzech niebieskich diamentów.
- Manuel Tiger napisał niedawno na Twitterze,że będę miała swoją własną piosenkę w tym sezonie! Czy to nie cudowne?- spytała Punkowa Tęcza.
- W sumie. W pierwszym sezonie też byłam podekscytowana z powodu piosenki ,,Art to dress'',która okazała się sukcesem!-odpowiedziała Diamentowa Elegantka.
- Żeby tylko się szybko znalazła reżyserka. Bez niej chyba nie nagramy całego sezonu- powiedziała Punkowa Tęcza smutnym tonem.
- Uhm. Przepraszam?-spytała Juniper Montage nieśmiało.
- Skarbie. Wkrótce się znajdzie odpowiednia reżyserka. Daj Manuelowi czas. Chociaż masz rację. Bez reżyserki to ja nie wiem czy w ogóle nagramy ten cały sezon-powiedziała Diamentowa Elegantka wściekła.
- Przepraszam-powiedziała Juniper nieśmiało ponownie.
- Fakt. Może jakaś klacz,która miała wiele posad,z których była wyrzucana wielokrotnie została zatrudniona. Ale wiesz. To są tylko moje przypuszczenia,że Manuel Tiger robi takie ważne sprawy za naszymi plecami-powiedziała Punkowa Tęcza.
- Uhm. Skąd wy wiecie o mojej przeszłości?- spytała Juniper Montage.
- Kochana. To były tylko mojej koleżanki przypuszczenia. Nie sądzę,że Manuel by ciebie zatrudnił- powiedziała Diamentowa Elegantka.
- Cóż. Właściwie. To on mnie zatrudnił-powiedziała Juniper Montage.- Pozwólcie,że się przedstawię. Nazywam się Juniper Montage. Będę waszą reżyserką w najnowszym sezonie waszego serialu.
- Miło nam ciebie poznać. Nazywam się Rarity-powiedziała Diamentowa Elegantka uśmiechając się.
- A ja Rainbow Dash. Ja z moją koleżanką pracujemy jako aktorki- powiedziała Punkowa Tęcza.
- Czuję,że spędzimy na planie sporo miłych chwil!-zawołała Juniper podekscytowana.
- W zasadzie. Dzisiaj mamy dzień wolny od pracy-powiedziała Rarity.- Byłyśmy niedawno co w spa na zabiegach,a teraz postanowiłyśmy,że pochodzimy sobie do 16 po sklepach i potem wyskoczymy,gdzieś coś wrzucić na ząb w jakiejś restauracyjce. Chcesz się do nas przyłączyć?
- Pewnie!-zawołała Juniper Montage. I poszły do centrum handlowego.
 

 
Podróż pociągiem dość szybko Juniper zleciała. Właściwie przez całą drogę ona spała. Około godziny 4 nad ranem była na miejscu. Po wyładowaniu bagaży w 5 gwiazdkowym hotelu ,,Szafirowy Diament'' położyła się spać. Rano jednak około 9 zadzwonił budzik w jej telefonie. Juniper wstała z łóżka.
- O w Celestię! Zaraz się spóźnię na rozmowę o pracę! Ok Juniper. Bez paniki. Masz na przebranie caluteńką godzinę. A na dotarcie 5 minut,także ok. Mam czas.
I wzięła kosmetyki.
- Na początek fajnie wystylizowane włosy.
Ułożyła szczotką do włosów swoje włosy. Miała obecnie pofalowane włosy.
- Fioletowy puder pod oczy. Jest! Teraz fioletowa szminka. Jest! Co do fioletowego pasuje? Aha! Już wiem! Pastelowa moja ulubiona,żółta sukienka! A jako wisienka na torcie. Okulary. Uwaga planie filmowy! Szykujcie się na zatrudnienie nowej reżyserki!
...
Była godzina 10 rano. Juniper Montage przybyła ładnie wymalowana do pracy na rozmowę kwalifikacyjną.
- Panna Montage,tak?-spytał Manuel Tiger. Ogier miał żółte oczy,brązową skórę i szarą grzywę i ogon. Jak na starszego Pana wyglądał świetnie.
- Tak. To ja.
- W takim razie proszę wejść.
I weszli do pokoju. W pokoju już na nich czekałam. Kiedy wszyscy usiadliśmy Manuel zaczął z nią rozmowę.
- Więc. Mówiła mi Pani przez telefon,że Pani była wyrzucana z każdej możliwej pracy.
- Tak. To prawda. Chciałabym dostać tą posadę,gdyż uwielbiam filmować.
- A masz jakieś kwalifikacje,żebyś mogła wykonywać ten zawód!-spytałam.
- Tak. Sama kiedyś miałam zadanie od taty,żeby przez cały tydzień robić próby do filmu ,,Lukrolandia'' kiedy mój tata był chory. Sam film okazał się dzięki mnie sukcesem i...
- W porządku starczy- zaśmiał się Manuel Tiger.- Muszę teraz porozmawiać z wnuczką na osobności.
I wyszliśmy z pokoju.
- Jak sądzisz dziadku. Czy ona jest idealna na tą posadę?-spytałam. Manuel westchnął.
- Tak. Jest idealna,ale posłuchaj mnie kochana. Ja postanowiłem,że jeszcze dziś. Przejdę na emeryturę.
- Dziadku! Dlaczego?-spytałam. Manuel westchnął ponownie.
- Ja jestem już w dosyć sędziwym wieku. Niedługo skończę 81 lat. Nie będę wiecznie produkował tego serialu. Jeżeli jednak chcesz kontynuować dalsze losy Mane 6. To powierzę ci cały plan filmowy,moich współpracowników i mój majątek.
Na mojej twarzy pojawił się rumieniec.
- Dziadku. Dziękuję,ale muszę się jeszcze nad tym zastanowić. Ale. Jeżeli to tyle dla ciebie znaczy. Mogę z przyjemnością przejąć tą pracę. Wiem,że to nie będzie łatwe,ale spróbuję. Będę się starała. Wiem,że los tego serialu jest w moich kopytkach teraz.
- Mądra wnuczka. A teraz wracajmy do pokoju. Czas przyjąć Juniper na stanowisko.
I wróciliśmy do pokoju.
- I?- spytała Juniper Montage zestresowana.
- Postanowiłem z wnuczką,że. Dostajesz tę robotę.
Juniper Montage się uśmiechnęła.
- Dziękuję! Nie pożałuje Pan swojej decyzji!
- Dzień próbny możesz zacząć od jutra- powiedziałam.
- Dziękuję jeszcze raz! Do widzenia!
I wyszła podekscytowana ze studia. Zapowiadał się nowy rozdział w życiu Juniper Montage.
  • awatar Rainbow Dash88: @RainbowxD: W opowiadaniach marzenia głównych bohaterów się spełniają ;)
  • awatar RainbowxD: To fajnie, że Juniper się udało :D.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Po około godzinnym spacerze do domu Juniper Montage zadzwoniła pod numer telefonu do Manuela Tigera. Telefon odebrał właśnie on.
- Witam szanowną Panią! Zapewnie dzwoni Pani z pytaniem o pracę?- spytał Manuel Tiger. Juniper Montage się uśmiechnęła.
,,Czy on właśnie przeczytał mi w myślach?''-pomyślała Juniper Montage i powiedziała przez słuchawkę:
- Tak. Dzwonię właśnie z pytaniem o pracę. Miałam wiele posad,które kończyły się tragicznie. Dlatego właśnie chciałabym się umówić na rozmowę o pracę w dowolnym dniu.
- Niestety,ale. Wolny termin dni rozmowy o pracę mam jutro o 10 rano. Jeżeli Pani będzie chciała ze mną porozmawiać o pracy. To serdecznie zapraszam. Na planie filmowym jest na trzecim piętrze mój pokój i tam dalej porozmawiamy o tym. Czy Panią przyjmiemy do pracy.
- A czy będzie ktoś więcej poza panem?- spytała Juniper Montage.
- Tak. Będzie jeszcze moja wnuczka Ola Tiger. Jest raczej nastoletnią klaczą,która wszystko traktuje jak zabawę.
- Dziadku. Błagam. Oszczędź tych szczegółów-usłyszała mój głos przez telefon.
- Do rzeczy. Będę miała tą rozmowę?- spytała Juniper Montage.
- Tak. Po prostu zgłoś się jutro w studiu punktualnie.
- Dobrze. Dziękuję. Do zobaczenia.
I rozłączyła się. Po chwili w całej dzielnicy słychać było radosne krzyki.
- Mam rozmowę o pracę,mam rozmowę o pracę!-wołała Juniper Montage w swoim pokoju i zdjęła walizkę z półki.
- Teraz muszę spakować się i wyjechać pociągiem do Ponywood! Ponywood! Nadchodzę!
I zaczęła się pakować. Zapowiadała się ogromna przeprowadzka do Ponywood.
  • awatar Rainbow Dash88: @RainbowxD: Osobiście. Powiem jedno. To opowiadanie jest tym co się działo kilka miesięcy przed opowiadaniem ,,Światła,kamera,akcja!''.
  • awatar RainbowxD: Ciekawy początek :D. Jestem ciekawa, co będzie dalej i jak Juniper poradzi sobie w nowej pracy ^^.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Była godzina 10 rano. Juniper Montage była w centrum handlowym w Manehattanie. Piła obecnie z nudów czekoladowy milkshake i patrzyła na sklepowe półki z ubraniami. Juniper westchnęła.
- Niedawno co mnie wyrzucili z pracy jako projektantka mody,potem z pracy niani,a teraz z pracy w kinie! Gorzej chyba być nie może! Teraz muszę znowu włóczyć się wte i wewte po centrum handlowym i pijąc ten sam milkshake! Teraz muszę czekać cały miesiąc lub tydzień na kolejną posadę!
Po chwili Juniper się rozmarzyła.
- Praca jako reżyserka. To by było dopiero coś! Spełniłyby się moje największe marzenia związane z robieniem filmów. Teraz,gdyby kucyk z poczty był tutaj w centrum i zamawiałby coś na obiad,a w torbie miał list właśnie z napisem ,,Potrzebujemy reżyserki'' na jakimkolwiek planie filmowym. Może. By się spełniły me największe sny.
Po chwili zauważyła Derpy stojącą w kolejce po obiad w restauracji ,,Tacos,milkshakes and muffins''. Miała listonoszka na sobie torbę. Listonoszka westchnęła.
- Nie ma to jak obiadek w restauracji.
I podeszła do stołu,przy którym siedziała Juniper Montage.
- Nie ma to jak obiadek w restauracji,hmmm?- spytała Juniper Montage powtarzając Derpy. Zezowata klacz przytaknęła.
- Powiedz. Masz jakieś ogłoszenie?
- To znaczy?-spytała Derpy jedząc muffinkę.
- Znaczy. Nie chcę,żebyś mnie wzięła za natrętną,ale. Szukam pracy. Niedawno mnie zwolnili z pracy w kinie. I. Chciałabym dostać pracę,która jest też związana z robieniem filmu.
- A wiesz. Mam taką jedną ulotkę. Manuel Tiger poszukuje reżyserki. I wiesz. Niedawno przeszła na emeryturę Lolipoppy i narazie to stanowisko jest puste.
- I co mam zrobić?- spytała Juniper Montage. Derpy zachichotała.
- Po prostu skontaktuj się z nim,a on wyznaczy ci dzień rozmowy kwalifikacyjnej. Tylko pamiętaj! Manuel ma studio filmowe w Ponywood,więc lepiej dzień przed rozmową pojedź pociągiem z Manehattanu do Ponywood.
- To. Wszystko?- spytała Juniper Montage.
- Jak najbardziej. Powodzenia w rozmowie o pracę!-zawołała Derpy kończąc jeść taco.
- Dzięki!-zawołała Juniper Montage i przeczytała ulotkę.- ,,Do kucyka,który to czyta. Potrzebujemy kucyka na stanowisko reżysera bądź reżyserki! Jeżeli jesteś kucykiem,który próbował już każdych możliwych zawodów to ta praca jest właśnie dla ciebie! Skontaktuj się pod numer 500 414 917! Do zobaczenia w Ponywood. Manuel Tiger.'' Lepiej to zachować-powiedziała Juniper Montage i wyszła z centrum handlowego.
 

 
Rarity z dziewczynami wyszła z zamku. Ja tylko z Twilight Sparkle zostałam.
- Już chyba rozumiem dlaczego chciałaś odwołać kolację-wymamrotała Twilight.
- Potwór robi się większy i większy! Co my mamy teraz zrobić?-spytałam.
- Sama nie wiem. Ty jesteś pokaleczona,a Starlight Glimmer ma przypalony róg.
- Znasz zaklęcia lecznicze. Wyleczysz mnie w mig pewnie i opracujesz zaklęcie,które pomoże nam w pokonaniu potwora.
- Jesteś pewna?
Ja przytaknęłam.
- Ok. To spróbuję.
I Twilight poszła po książkę. Tymczasem Księżniczki nie dawały rady z potworem. Potwór wyssał z nich praktycznie całą moc. Po chwili Księżniczka Luna i Celestia dały całą resztkę mocy Spikowi. Spike wzrósł wysoko jak potwór. Całą tą scenę obserwowałyśmy z balkonu. Twilight westchnęła.
- Ok. Skoro potwór jest zajęty przez Spika to zaklęcie lecznicze możemy spokojnie opracować.
- Ok. To czytaj.
- Nie będę czytała. Ta cała magia jest w rogu.
I przytuliła mnie. Po chwili zaczęłam się unosić w powietrzu. Czułam jakbym przeżywała transformację. Szwy znikły,a róg wrócił do normalności. Opadłam na ziemię.
- Jestem już cała i zdrowa!-zawołałam szczęśliwa. Niestety nie było czasu na radość. Miałyśmy na głowie jeszcze kilka spraw.
- Skoro już jesteś zdrowa. Pomóż mi opracować zaklęcie.
Ja się uśmiechnęłam.
- Ja chyba wiem co zatrzyma potwora.
- No mów.
- Użyję Equestriańskiego tonu i zaklęcia wzrostu. Jestem pewna,że to się uda.
Twilight przez chwilę stała w szoku,ale po chwili użyła zaklęcia. Czułam ponowną transformację.
 

 
Była godzina 7 rano. Rainbow Dash właśnie wstała.
- Idę pod prysznic-powiedziała Dashie. Ja się zdziwiłam.
- Po co? Przecież nigdzie nie możesz wychodzić! Jesteś chora!
- Blah,blah,blah. Nie jestem chora. A na zawody w Wonderbolts napewno się zjawię zdrowiutka jak ryba- powiedziała Dashie kierując się do wyjścia.
- Ale...-powiedziałam,ale Dashie zdjęła szlafrok i wyleciała z domu.
- I co teraz ja zrobię?-spytałam zasmucona.
...
Kilka godzin później zjawiłam się w zamku Twilight.
- Twilight? Jesteś tam?
Drzwi od sali tronowej otworzyła Starlight Glimmer.
- Twilight Sparkle dzisiaj nie ma. Wyjechała na misję przyjaźni z Rarity. Coś się stało?
- Rainbow Dash się pochorowała mi. Znasz zaklęcia lecznicze?-spytałam dysząc.
- Tak,ale muszę wiedzieć co jej jest- powiedziała Starlight Glimmer.
- Twilight ci napewno wspominała o jej chorobie tak?
- Aha. Pamiętam. Zachorowała na pegazią grypę-powiedziała Starlight Glimmer.
- Pomożesz mi?
- Raczej nie. Twilight mówiła mi,żebym pod jej nieobecność nie używała zaklęć.
- A kiedy Twilight wróci?
- Jutro rano.
Ja warknęłam.
- Ok. To poczekam do jutra.
I wyszłam z zamku. Po powrocie do domu zauważyłam już Dash.
- I co? Spitfire znowu ciebie oddelegowała do domu?-spytałam. Dash przytaknęła.
- Mówiłam ci,że pegazia grypa to jest groźna choroba.
- Bardzo śmieszne- powiedziała Dashie idąc do łóżka.- Dobranoc!
Ja westchnęłam.
- No tak. Sen jest też najważniejszy w chorobie- wymamrotałam i poszłam szykować kolację.
 

 
Była godzina 20 wieczorem. Do zamku Twilight ja przybiegłam.
- Twilight! Znasz zaklęcia lecznicze prawda?-spytałam dysząc.
- Tak,ale muszę wiedzieć co ci jest- powiedziała Księżniczka.
- To nie o mnie chodzi tylko o Dash! Jest potwornie chora!
- Mów szczegóły!
- 40,7 stopni Celsjusza,cała sina,pegazia ospa,katar i kaszel! Marnie wygląda. Boję się o nią.
- A wymiotowała?
- Kilka razy. Błagam! Ratuj ją!
- Musiałabym najpierw zobaczyć to zaklęcie w książce,a potem zobaczeć chorą-powiedziała Twilight i wzięła książkę.- Musisz mi dać całą noc na opracowanie zaklęcia.
- A ja co mam zrobić z Dash?-spytałam. Twilight dała mi książkę ,,Jak opiekować się chorym''.
- Po prostu do jutra stosuj się do poleceń w tej opasłej księdze. Rozdział: ,,Pegazia Grypa'' znajdziesz na stronie 100. Powodzenia!
- I to wszystko?-spytałam.
- Narazie- powiedziała Twilight.- Zaklęcie jeszcze nie opracowane. Po prostu wpadnę jutro do Dash i sprawdzę jak się czuje. Jeśli wygląda tak marnie jak ty mówiłaś mi to naprawdę będę zmuszona użyć zaklęcia.
Ja kierowałam się do wyjścia.
- A. I jeszcze jedno. Niech chora pije dużo płynów!-zawołała Twilight. I wyszłam.
- Ok. Książko. Mam nadzieję,że zadziałasz-powiedziałam i poszłam do domu.
 

 
- Rainbow skarbie. Co ci się stało? Gdzie żeś się tak dorobiła?-spytałam.
- Sama nie wiem co ze mną jest! Rano jeszcze byłam zdrowa!-zawołała Dashie siąkając ponownie nosem.
- To skąd to się wzięło?-spytałam podnosząc kopytko do góry.
- Rano jak codzień przeganiałam deszczowe chmury,żeby nie było brzydkiej pogody. Potem Pielęgniarka Redheart zauważyła mnie na niebie jak przeganiam chmury i poprosiła mnie,żebym ja się zajęła chorymi na ospę i na pegazią grypę źrebakami w szpitalu. Zdziwiłam się bo zwykle Twilight się takimi sprawami zajmuje,ale się zgodziłam bo wiedziałam,że ty musisz jej pomóc w pisaniu raportów przyjaźni do Księżniczki Celestii. I w szpitalu musiałam dawać termofor kucykom,roznosić obiad i czytać im bajki. Potem Pielęgniarka Redheart podziękowała mi za pomoc i odleciałam bo byłam spóźniona na trening w Wonderbolts. Dopiero potem zaczęłam się dziwnie czuć. Kasłałam,miałam katar,czułam,że się zaraz zagotuję i zrobiłam się sina. Ledwie mogłam się skupić na treningu! Czułam,że zaraz zemdleję. Potem Spitfire powiedziała,że niezbyt podoba się moja podstawa na dzisiejszym treningu i,że wyglądam na chorą. Powiedziała,że nie powinnam przychodzić na dzisiejszy trening w takim stanie.
- I oddelegowała cię do domu,tak?-spytałam podnosząc lewą brew do góry. Rainbow Dash przytaknęła.
- Moje biedactwo. Zaraz się tobą zajmę- powiedziałam i poszłam po apteczkę. Po chwili wróciłam z apteczką i wyjęłam termometr. Przyłożyłam jej do czoła termometr.
- Uhm. Co ty robisz?- spytała Dash.
- Mierzę ci temperaturę- wyjaśniłam. Po chwili wzięłam oddech z szoku.
- O rety!-zawołałam.
- Co się stało?- spytała Dash.
- 40,7 stopni Celsjusza!
- To co to znaczy?
- Jesteś strasznie chora! Przy takiej temperaturze strasznie szybko można przypalić jajko na miękko!
- Weź. Nie mam siły na ciekawostki od ciebie.
- Wiem! Masz kaszel,katar,pegazią ospę,wysoką temperaturę oraz jesteś cała sina!
- To. Co ja mam zrobić?
- Najlepiej będzie jak pójdziesz do łóżka i zaczniesz kurację.
- Pardon?- spytała Dash.
- Znaczy. Wygrzejesz się,a ja ci zaparzę herbaty z rumiankiem-powiedziałam. I poszła Dash do pokoju,a ja do kuchni.
 

 
Była godzina 17 po południu. Właśnie wracałam do domu. Westchnęłam.
- Kolejny wspaniały dzień,w którym pomogłam kucykom za mną! Najpierw pomoc w robieniu cydru potem wysyłanie raportów przyjaźni,a na koniec pomoc w robieniu imprezy z okazji urodzin małego kucyka!
Ja weszłam do pokoju swojego.
- Jednak najbardziej lubię po pracy szyć suknie dla kucyków na różne okazje i dla siebie!-powiedziałam,założyłam zielone okulary i wzięłam się do pracy. Dzisiaj chciałam uszyć Rarity suknię na Sweetie Belle urodziny. Mówiła Rarity,że ta suknia musi być elegancka. Bo w końcu urodziny własnej siostry są raz w roku! Wzięłam maszynę do szycia i zaczęłam pracę.
- ,,Szew za szwem szyję suknię Rarity!''-zanuciłam swoją wersję ,,Art to dress''. Ta piosenka zawsze mnie motywowała w trudnych chwilach. Po chwili usłyszałam skrzyp drzwi wejściowych do domu.
- Rainbow Dash? To ty?-spytałam przerywając pracę.
- Tak to ja!-zawołała Dashie. Po chwili usłyszałam kaszel.
- Wszystko w porządku?-zawołałam.
- Jasne!-odpowiedziała Dash i siąknęła nosem.
- Przecież słyszę,że coś się dzieje!-zawołałam i wyszłam z pracowni. Po chwili wzięłam oddech z szoku. Rainbow Dash miała czerwony nos i czoło oraz pegazią ospę. Ja przełknęłam nerwowo ślinę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Następnego dnia był ważny dzień. Dzień pierwszych naszych zawodów. Przez cały dzień były lekcje odwołane. Wszyscy trenowali zawzięcie aż wieczorem nadszedł czas zawodów. Startowali z nami Indigo Zapp,Lemon Zest, Sugarcoat i Sunflower. Na linie startu uśmiechnęła się złowieszczo do nas.
- Powodzenia. Rainbuły!-zawołała Indigo Zapp. Sour Sweet syknęła siedząc jako kibic. Dyrektorka Celestia wzięła mikrofon.
- Drodzy uczniowie. Witam na pierwszych zawodach w jeździe na wrotkach. Dzisiaj zmierzą się drużyny dziewcząt z CHS i Crystal Prep! Do biegu. Gotowe? Start!-zawołała Dyrektorka Celestia. I wystartowałyśmy. Indigo Zapp spojrzała na Ognisty Łamacz i Rampę Bólu.
- Widzę,że przygotowałyście pułapki dla nas hmm?- spytała Indigo jeżdżąc.
- Zrobiłyśmy to,żeby wam nieco utrudnić jazdę-wyjaśniłam. Indigo Zapp uśmiechnęła się przy Rampie Bólu.
- Rarity,Fluttershy. Może byście sobie tak no sama nie wiem. Polatały?!
I poleciały na siebie. Rarity miała skaleczone kolano,a Fluttershy złamaną rękę.
- Ojej Fluttershy. Wszystko w porządku?-spytała Rarity. Fluttershy ruszyła ręką.
- Ała. Niezbyt. Mam chyba złamaną rękę-powiedziała Fluttershy. Dyrektorka Celestia zawołała:
- I mamy pierwsze poszkodowane! Rarity i Fluttershy schodzą z toru!
Tymczasem ja i Pinkie Pie Cyran Heart i Honey Dash nie dawałyśmy się. Przy Jaskini Ciemności Indigo Zapp warknęła.
- Nie dam się tak łatwo!
I postawiła nam nogę. My poleciałyśmy. Byłyśmy pokaleczone i dyrektorka kazała nam zejść z toru. Została już tylko Rainbow Dash na torze.
- Błagam Dash. W tobie już jest cała nadzieja- powiedziałam kiedy pielęgniarka zakładała mi opatrunek. Już tuż-tuż Dashie była na mecie. Indigo Zapp jeździła cały czas. Rainbow Dash zwiększała tempo Indigo też. W końcu wpadła na plan. Przybliżyła się do Dashie i zaczęła jej koła piłować.
- Ty mi nie dałaś na zawodach pływackich wygrać to ja ci tu nie dam. Miłego spadania i za weekend w szpitalu nie odpowiadam.
Rainbow Dash kółka odpadły,a ona się wywróciła.
- Aaaaa!-zawołała Dash spadając.
- Narka Kraksa!-zawołała Indigo Zapp i pojechała do mety.
- A zwycięzcami zawodów została drużyna Crystal Prep!-zawołała Dyrektorka Celestia. Rainbow Dash już brali do karetki sanitariusze. Sour Sweet spojrzała wściekle na Indigo Zapp.
- Nie zachowałaś się fair. Przepiłowałaś jej koła i złamałaś jej nogę. Chyba,ale nie wiem. A zresztą! Dash na zawodach pływackich grała fair,a ty wszystkich pokaleczyłaś!-zawołała wściekła Sour Sweet.
- Chodźcie stąd. Zostawmy ją w spokoju- powiedziała Sugarcoat. Indigo Zapp była bliska płaczu.
- Co ja źle zrobiłam?-spytała Indigo Zapp i wybuchła płaczem. Ja przytuliłam dziewczynę.
- Wiemy,że nie chciałaś przegrać,ale nie na tym polega gra fair-play-powiedziałam.- Chodźcie dziewczyny. Wracamy do domu. Nie ma co już tu siedzieć. Przegraliśmy.
I rozeszłyśmy się. Indigo Zapp pobiegła za Shadowbolts ze łzami w oczach.
 

 
Była godzina 12:30. Było czwartkowe popołudnie. My przyszłyśmy na tor,który mieścił się w piwnicy.
- Ta-daa! Oto nasz tor!-zawołała Dashie pokazując nam tor,który był zardzewiały.
- Łeeh- powiedziała Rarity wywieszając język z obrzydzenia.- I my mamy tu ćwiczyć i robić zawody? Przecież to się w głowie nie mieści!
- Rarity ma rację-powiedziała Dance Step.- Chyba nie zamierzasz robić treningów na chyba od lat nieużywanym torze wyścigowym?
- Właśnie dlatego kazałam wam przyjść dwie godziny wcześniej!-odpowiedziała Rainbow Dash i wzięła gąbkę płyn antyrdzewny.- Zrobimy małe przemeblowanie. Ola,Pinkie i ja zajmiemy się czyszczeniem toru,Fluttershy,Love Life i Sunset Shimmer zwieszą światła czyli tak zwane ,,rampy''.
- A co z resztą?- spytała Honey Dash.
- Reszta ustawia podium oraz usuwa insekty,które pałętają się po podłodze-powiedziała Dashie.- Reszta chyba wie co robić?
I rozeszłyśmy się.
PRACA WRE
Sci-Twi: Dzisiaj. Zmienimy nasz świat na lepsze.
Sunset Shimmer: Dzisiaj. Sprawmy,żeby ten tor. Wyglądał fajnie!
Ja: Chociaż praca czasem trudna jest. I nie wiesz jak to zrobić. Na szczęście masz przyjaciół swych,którzy ci pomogą!
Ref: Więc naprawmy dzisiaj to. Zmieńmy to na lepsze! Chociaż praca czasem trudna jest. Przecież masz przyjaciół!
Applejack: Ale jeszcze chwila. Podium ustawione jest.
Dance Step: Chociaż brudne jest. To co z tego!
Rarity: Szybko przetrzeć to i... jak nowe jest!
Ref: Chociaż już jedna rzecz skończona. Jeszcze reszta nam została. Pomóżmy przyjaciołom swym.
Pinkie Pie i Honey Dash: Zardzewiały tor.
Love Life i Fluttershy: Nieustawione światła.
Cyran Heart i Sweet Song: To co z tego? Przecież i tak naprawimy to!
Rainbow Dash: Nasza przyjaźń będzie trwać do końca świata i będziemy się też trzymać siebie na zawsze. Więc praca wre!
Ref: Więc naprawmy dzisiaj to. Zmieńmy to na lepsze! Chociaż praca czasem trudna jest. Przecież masz przyjaciół!x2.
Ja: Tyle trudu i. Udało się.
KONIEC PIOSENKI.
Rainbow Dash otarła pot z czoła.
- No i gotowe. Co wy o tym sądzicie?
- Wygląda jak nowe- powiedziała Heart Melt. Pinkie Pie przytaknęła.
- Jak wyremontowane porządnie-powiedziałam.
- Nasz tor jest gotowy na jutrzejsze zawody!-zawołała Rainbow Dash zadowolona.
- Bezprzecznie!-zawołałyśmy. Po chwili wybił dzwonek na lekcje.
- Ok czas nam się skończył zajęć!-zawołała Rainbow Dash wychodząc z piwnicy.
- A ty gdzie?- spytała Rarity.
- Mam teraz trening koszykówki z chłopakami. Jak nie przyjdę to pomyślą,że zajęcia są odwołane. Widzimy się jutro!-zawołała Rainbow Dash i wyszła z piwnicy.
 

 
Była godzina 8 rano. Był ciepły poranek. Wszystkie się zjawiłyśmy na boisku szkolnym. Rainbow Dash już na nas czekała. Sunset Shimmer się uśmiechnęła.
- I? Zaplanowałaś coś?- spytała Sunset Shimmer.
- Cierpliwości Sunset- powiedziała Dashie stając na pudełku z piłkami do koszykówki.- Jak zapewnie wiecie miałyśmy zawody w jeździe na wrotkach jako element Igrzysk Przyjaźni. Więc. Wczoraj w nocy rozmyślałam nad założeniem drużyny wrotkarskiej,której treningi będą się odbywać w czwartki po 8 lekcji,a zawody będą co miesiąc w piątki. Nasz pierwszy trening odbędzie się w ten czwartek,a pierwsze zawody w piątek.
- A czy mamy dziewczyny,które potrafią jeździć na wrotkach?-spytałam.
- Oczywiście. Mamy:ciebie,Rarity,Pinkie Pie,mnie,Cyran Heart i Honey Dash oraz Fluttershy. Pełna drużyna jeżeli chodzi o naszą 14!
- A co z innymi uczniami?- spytała Dance Step.
- Się zgłoszą rano na apelu. Proste i logiczne- powiedziała Dashie.
- To wszystko?- spytała Applejack.
- Jak najbardziej-powiedziała Dash. I r ozeszłyśmy się.
...
Następnego ranka dyrektorka Celestia ogłosiła apel.
- Uwaga drodzy uczniowie Canterlot High School w skrócie: CHS. Wasza koleżanka Rainbow Dash ma dla was ogłoszenie- powiedziała dyrektorka Celestia. Rainbow Dash wzięła mikrofon.
- Dziękuję bardzo dyrektorce Celestii. Jak zapewnie wiecie mieliśmy zawody w jeździe na wrotkach jako element Igrzysk Przyjaźnii. Więc. Wczoraj z koleżankami opracowałam plan nowego kółka sportowego,którego treningi będą się odbywać w czwartki po 8 lekcji, a zawody co miesiąc w piątki. Zapisy są u dyrektorki Celestii. To wszystko z mojej strony dziękuję- powiedziała Dashie oddając mikrofon dyrektorce i zeszła ze sceny. Po chwili spojrzała na mnie.
- Jesteście pewne,że to jest dobry plan?-spytała Dashie.
- Jak najbardziej. W końcu. To twój plan i to ty go realizujesz- powiedziała Sunset Shimmer. Dziewczyny przytaknęły.
- Nie sądzę,żeby coś poszło źle- powiedziała Cyran Heart.
- Dzięki,że mnie wspieracie- powiedziała Dashie uśmiechając się do nas.
 

 
Obudziłyśmy się w szałasie. Kucyki w maskach tiki cały czas stały przy nas. Ja pisnęłam z przerażenia.
- Aaaa! Tiki!-krzyknęłam ze strachu. Kucyk,który nas uśpił podszedł do nas.
- Wyczuwam intruza-zawołał kucyk w masce. Kucyki wzięły oddech z przerażenia.
- To napewno ci z wioski OgonoCzerwoni je przysłali tu,ale nie martwcie się. My z wioski Wiki-Tiki wiemy co robić z takimi jak wy. Rozpalić ogień! Zaraz będzie rytualik-zawołał kucyk. Ja nerwowo przełknęłam ślinę.
- Słuchajcie. To nie tak jak myślicie- powiedziałam. Kucyk podchodził do nas z widłami.
- To co się w takim razie stało? Znaleźliśmy was na tratwie! Wyrzucili was z OgonoCzerwonych?- spytał kucyk.
- Nie mamy pojęcia o czym wy mówicie- powiedziała Cyran Heart przerażona.
- Robicie mnie w konia teraz? Doskonale widzieliśmy co się działo. Płynęłyście sobie jak gdyby nigdy nic na tratwie!-zawołał kucyk.
- Może ja wyjaśnię sytuację?- spytała Heart Melt.
- No to słuchamy-powiedział kucyk odkładając widły.
- Płynęłyśmy statkiem ,,Biała Mewa'' do Vanhoofer na zjazd reżyserów i animatorów. Jednak podczas podróży zaatakował nas kraken i rozpadł się statek. Zostałyśmy na 10 godzin uśpione,a potem jak się obudziłyśmy to już płynęłyśmy na tej tratwie,na której potem wy nas zaatakowaliście,a następnie uśpiliście nas-wyjaśniła Heart Melt. Kucyk w masce westchnął.
- W porządku. Fałszywy alarm! Zaatakowaliśmy nie tych kucyków co trzeba!-zawołał kucyk.- Możecie się rozejść do swoich szałasów! Ja muszę na osobności porozmawiać z tymi kucykami!-zawołał kucyk. Wszystkie kucyki się rozeszły do swoich szałasów. Kucyk westchnął.
- W porządku przybysze. Nie ma się co bać- powiedział kucyk.- Po prostu was wzięliśmy za nieprzyjaciół z sąsiedniej wioski.
- W porządku. Nie gniewamy się. Każdemu się przydarzają błędy- powiedziałam.
- Tak. Masz rację,ale wy też musicie coś wiedzieć-powiedział kucyk.- Mam sekret,którego mam nadzieję,że nie wypowiecie.
- W porządku. My nigdy nie wypowiadamy sekretów. Nawet tych najmniejszych- powiedziała Heart Melt. My przytaknęłyśmy.
- Ok. To już wam mówię-powiedział kucyk i zdjął maskę. Naszym oczom ukazał się niesamowity widok. To była klacz pegaz. Wyglądała tak samo jak Rainbow Dash tylko,że miała pofalowane włosy i ogon,kwiat we włosach i miała ona znaczek morskiej bryzy.
- Nazywam się Rainbow Breeze. Jestem jedyną klaczą w tej wiosce. Dla przyjaciół Breezie,albo jak kto woli bo jestem też szybka możecie mi mówić też Dashie.
- Myślałam,że tiki muszą i mogą być tylko ogiery-powiedziała Cyran Heart. Rainbow Breeze westchnęła.
- Bo tak jest. Tyle,że ja po prostu utrzymuję rodzinną tradycję-powiedziała Rainbow Breeze.
- Jaką tradycję?- spytała Honey Dash zaciekawiona.
- Łamanie zasady pt: ,,Tiki mogą być tylko faceci czyli ogiery''. Ta tradycja trzyma się od wielu pokoleń. Moja praprababcia łamała tę zasadę w młodości następnie moja prababcia łamała tę zasadę następnie moja babcia łamała tę zasadę następnie moja mama łamała tę zasadę,a teraz ja utrzymuję tę tradycję. Trudno jest się wtopić w tłum czasami. Zwłaszcza kiedy szpiegujemy kucyków z innej wioski. Wystarczy,że ktoś piśnie ze strachu i już jesteś zdemaskowana. Dlatego proszę was o ciszę jak będziemy iść na przeszpiegi.
- Czy ty tu mieszkasz czy jesteś jak my rozbitkiem?-spytałam.
- Nie jestem żadnym rozbitkiem. To mój dom. Wychowałam się w szałasie od źrebaka. Polowań się uczyłam już jak miałam 6 lat. My nie wiemy co to szkoła,elektryka i eleganckie ciuchy oraz biżuteria i kosmetyki. Mnie wychowała szkoła życia. Survival-powiedziała Rainbow Breeze. Po chwili usłyszałyśmy dzwonek.
- Oh! Kucharka już przygotowała dla nas lunch!-zawołała Rainbow Breeze.- Chodźcie! Za mną!
I wyleciała z szałasu. Po chwili wróciła się.
- Wy nie idziecie na obiad czy co?- spytała Rainbow Breeze.
- My mamy pytanie. Dlaczego się ekscytujesz,że jest obiad?-spytałam. Klacz westchnęła.
- Pora posiłków to jedyny moment,żeby choć przez godzinkę móc posiedzieć bez maski tiki z chłopakami-powiedziała Rainbow Breeze.
- A oni wiedzą kim ty naprawdę jesteś?-spytałam.
- Tak. Maski nosimy tylko na polowaniach,rytuałach i przeszpiegach wroga. Masek natomiast nie nosimy w porze posiłków i w czasie wolnym. A teraz chodźcie! Król się wścieknie jak się spóźnimy na obiad. A to się czasem kończy tragicznie!
I wyszłyśmy z szałasu.
 

 
Cyran Heart westchnęła i spojrzała na wprost.
- Jakie fajne krajobrazy-powiedziała Cyran Heart.- Jest tu maleńka wysepka.
- To dziwne. Bo wyspy zazwyczaj nie są czerwone- powiedziałam.,,Wysepka'' zaczęła się poruszać.
- Co to jest?- spytała przerażona Cyran Heart.
- O nie. To kraken!-zawołałam przerażona.- Szybko! Trzeba ewakuować dziewczyny ze statku!
- Ja się tym zajmę- zawołała Honey Dash i poleciała po Dance Step i Love Life.
- Dobra. Honey Dash poleciała po Dance Step i Love Life. Ja idę po Heart Melt. Nigdzie się nie ruszaj Cyran Heart!
Po chwili wróciłyśmy z dziewczynami. Nie były zadowolone.
- Dlaczego nas ściągasz z atrakcji?- spytała Dance Step.
- Grozi nam niebezpieczeństwo ze strony krakena-powiedziała Cyran Heart.
- Ta mała wysepka?- spytała Heart Melt. Kraken powoli się zbliżał do nas.
- To nie wysepka Heart Melt! To groźny kraken! Musimy się natychmiast ewakuować z tego statku!-zawołałam. Kraken był już blisko statku.
- Daj spokój. To tylko wielka ośmiornica,a ty robisz takie halo!-zawołała Heart Melt.
- Zaraz w nas uderzy!-zawołała Cyran Heart. Heart Melt zachichotała.
- Ta ośmiornica. Wielkie mi rzeczy-powiedziała Heart Melt po chwili spojrzała jak macki powoli uderzają w statek.
- O w Celestię!-zawołała Heart Melt przerażona.- Ewakuujemy się! Szybko!
- Teraz to już za późno!-zawołałam. Kraken uderzył w statek ostatni raz. My spadłyśmy z niego do wody.
...
Była godzina 20. Właśnie się obudziłyśmy ze stanu ogłuszenia. Płynęłyśmy na tratwie obecnie. Cyran Heart pisnęła z przerażenia.
- N-n-nadal sądzisz,że wyruszenie statkiem to był dobry plan?- spytała Cyran Heart.
- N-n-niezbyt Cyran!-zawołałam.
- Świetnie po prostu! Gorzej już chyba nie będzie!-zawołała Love Life. Po chwili wskoczyły na tratwę 20 kucyków w maskach tiki. Love Life nerwowo przełknęła ślinę.
- Ok. Odwołuję to co powiedziałam. To już jest gorsze!
Po chwili jeden kucyk w masce tiki nas uśpił. Nie wiedziałyśmy co się potem stało.
 

 
Była godzina 7:55. Właśnie stałyśmy przed portem. Wszystkie byłyśmy wystylizowane. Ja miałam włosy jak Fluttershy i różową sukienkę oraz czarną kamizelkę. Cyran Heart miała żółtą do kopyt suknię,złote kolczyki,czerwoną szminkę i kręcone włosy. Dance Step i Love Life miały warkocze i zieloną (u Dance Step) i różową (u Love Life),diamentowe suknie. Heart Melt miała rozpuszczone włosy z kokardką i białą sukienkę. Honey Dash miała włosy spięte w kitkę,czarną szminkę i czarną sukienkę.
- Woah! Dance Step,Love Life,Cyran Heart,Honey Dash! Wyglądacie stylowo!-zawołałam machając do dziewczyn.
- Dzięks. Ty też!-zawołała Heart Melt machając do mnie.
- O której mamy statek?- spytała Honey Dash.
- Za 5 minut. Nie mogę się doczekać tego zjazdu!-zawołałam podekscytowana.
- My również!-zawołały dziewczyny. Po chwili przypłynął statek. My wsiadłyśmy z podekscytowaniem.
...
Była godzina 10 rano. Dziewczyny już od godziny szalały. Cyran Heart i Honey Dash poszły ze mną na masaż w strefie spa. Heart Melt korzystała ze strefy ,,Darmowy napój. Zimna,chłodna lemoniada. Orzeźwi cię w gorący dzień!'',a Dance Step z Love Life korzystały ze strefy tanecznej. Honey Dash westchnęła.
- Jest tu jak w bajce prawda?
- Totalnie!-zawołała Cyran Heart.
- Chociaż przyzwyczaiłam się do przychodzenia codziennie służby i robienie mi dwugodzinnego masażu,piłowania rogu oraz kopytkokiuru,ale to jest fantastyczne!-zawołałam. Dziewczyny podniosły lewe brwi do góry. Ja nerwowo się zaśmiałam.
- Życie księżniczki jest świetne. Żyjesz praktycznie w samych luksusach,ale też są niebezpieczne misje.
- Zauważyłyśmy- powiedziała Cyran Heart. Honey Dash zachichotała.
- Pobieram też obecnie opłaty za wszystkie strefy. Ale co tam! Przyjaźń z wami nic nie kosztuje!-zawołałam. Dziewczyny przytaknęły. Marynarski kucyk spa masował mi skrzydła. Była spokojna i przyjacielska atmosfera. Godzinę później wyszłyśmy ze strefy. Cyran Heart spojrzała na mnie.
- Dzięki,że się nie gniewasz za wczorajsze moje zachowanie-powiedziała Cyran Heart.
- Nie ma za co. Każdy kucyk ma prawo do sekretów i tajemnic. Tym bardziej jeżeli to są prywatne sprawy-powiedziałam.
- Zgadzam się z tobą. Już nie mogę się doczekać tego zjazdu!- zawołała Cyran Heart.- Tylko boję się.
- Czego się boisz?-spytałam. Cyran Heart westchnęła.
- Wszystkiego! Na tym zjeździe możemy przegrać konkurs na najlepszą animację!-zawołała Cyran Heart. Ja ją przytuliłam.
- Skarbie. Nie masz co się martwić. Napewno wygramy,więc nie myśl tak pesymistycznie.
Cyran Heart się uśmiechnęła.
- Masz rację. Nie ma co się bać. Po prostu muszę ochłonąć i zrelaksować się-powiedziała Cyran Heart. Ja zachichotałam.
 

 
Była godzina 19:30. Właśnie Cyran Heart wychodziła z pracy mając kopertę przy sobie.
- Uff. Mam nadzieję,że nikt mnie nie śledzi-powiedziała Cyran Heart rozglądając się za siebie. Tymczasem my pozowałyśmy na plakatach. Dance Step zeszła z bilbordu pierwsza.
- Mam nadzieję,że to nie świeżo malowane- powiedziała Dance Step.
- Raczej nie-powiedziałam schodząc z bilbordu.- Robotnicy wczoraj skończyli malować to. Schodźcie dziewczyny!
Dziewczyny zeszły.
- Kontynuujemy śledztwo?- spytała Love Life.
- Jak najbardziej-powiedziałam i pobiegłyśmy dalej. Cyran Heart spojrzała się ponownie za siebie.
- Mam jakieś dziwne uczucie,że ktoś mnie obserwuje. Hm. Znowu się naoglądałam filmów szpiegowskich!
I pobiegła dalej. My biegłyśmy za nią. Ja dyszałam.
- Szybciej! Nie możemy stracić jej z oczu!-zawołałam. Dziewczyny biegły dalej.
- Słyszę jakiś stukot kopyt- powiedziała Cyran Heart patrząc na kopertę. Po chwili spojrzała na nas.
- O nie.
- Heart Melt! Rzuć się na nią!- zawołała Honey Dash.- Już nam nie uciekniesz!
Heart Melt rzuciła się na Cyran Heart. Cyran Heart zrzuciła ją z pleców.
- Normalne jesteście? Każecie Heart Melt rzucać się na mnie?- spytała Cyran Heart.
- Od pół dnia się dziwnie zachowujesz!-powiedziała Honey Dash.
- Co to za koperta?-spytałam.
- Ja. Tego-powiedziała Cyran Heart jąkając się. Ja odebrałam jej magią kopertę i otworzyłam list.
- Nie. To nie może być prawda- powiedziałam.
- Coś nie tak?- spytała Love Life.
- Nie! Zobaczcie na kopertę!
Love Life przeczytała list.
- ,,Kochana Cyran Heart! Zapraszamy was serdecznie na coroczny zjazd reżyserów i animatorów w Vanhoofer. Do zobaczenia. Music Life.'' Nie mogę uwierzyć! Tu jest jeszcze napisane,że wyjazd jutro rano statkiem ,,Biała Mewa''! Czy to nie cudowne?
Ja zachichotałam.
- I dlatego to pół dnia ukrywałaś?-spytałam.
- Nie wiedziałam jak na to zareagujecie. Od poniedziałku jesteście zajęte kręceniem nowego odcinka,że nie chciałam wam przeszkadzać w pracy. Strasznie was przepraszam-powiedziała Cyran Heart.
- Nie masz za co. Najważniejsze jest to,że płyniemy statkiem do Vanhoofer!-zawołałam. Love Life spojrzała na list.
- Tu jest też napisane,że wyjazd jest o 8 rano.
- To w takim razie do jutra!-zawołałam i rozeszłyśmy się.