• Wpisów:354
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:wczoraj, 20:41
  • Licznik odwiedzin:9 399 / 1004 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
No właśnie! Dziś mam urodziny! Dzisiaj kończę 12 lat! Życzenia możecie składać w komentarzach!
 

 
Było słoneczne popołudnie. Właśnie ja i Golden Song siedziałyśmy w Manehattańskiej kawiarni. Rozmawiałam z mamą o wydarzeniach z ostatnich dni.
- Naprawdę się mamo cieszę,że wpadłaś na weekend do nas do Manehattanu.
Golden Song zachichotała.
- Też się cieszę Tiger,że mogłam przełożyć trasę w Vanhoofer na inny termin,żeby wpaść i porozmawiać w końcu jak matka z córką.
Ja się uśmiechnęłam.
- A jak tam mamo płyta ,,Regret in your tears''? Podobno w ciągu tygodnia wszyscy wykupili ją ze sklepów w Las Pegasus.
Golden Song zachichotała ponownie.
- Tak. To prawda. Sprzedała się ta płyta jak winogrona na farmie twojej cioci. Ale nie przyjechałam tu do Manehattanu,żeby rozmawiać z tobą o mnie tylko. Chcę teraz ja się dowiedzieć co ty robiłaś z przyjaciółmi przez ostatnie dni.
Ja westchnęłam.
- Oj dużo się wydarzyło mamo. Oj dużo. Zwłaszcza,że Cyran Heart zamontowała w moim telefonie GPS,który ma za zadanie sprawdzać czy przypadkiem nic się złego nie dzieje w Ponyville z Mane 6,a zwłaszcza,że już jutro się odbywa Festiwal Przyjaźni.
Golden Song wzięła oddech.
- Festiwal Przyjaźni?!
Ja zrobiłam zakłopotaną minę.
- No tak. A co?
Golden Song zachichotała.
- Słyszałaś,że Songbird Serenade ma tam mieć swój koncert podczas tego święta?
Ja westchnęłam.
- Jasne. A co to ma do rzeczy?
Golden Song westchnęła.
- Songbird Serenade była moją przyjaciółką. Chodziłyśmy razem do jednej klasy w liceum. To właśnie ona była moją inspiracją na piosenki. Jednak po kilku latach się rozstałyśmy. Ja zerwałam z nią kontakt i ona też. Nie wiedziałam co się z nią dzieje. Kiedy dzwoniłam do niej przychodził SMS o treści ,,Osoba,do której dzwonisz ma wyłączoną komórkę bądź jest zajęta''. Popadłam w depresję. Nie mogłam zasnąć bo myślałam co się stało z Songbird Serenade. Zadawałam sobie pytanie: czy ona jeszcze żyje? I najważniejsze pytanie: czy ona jeszcze mnie lubi? Czy ona chce być dalej moją przyjaciółką? Bałam się to tobie powiedzieć,ale jednak zebrałam teraz w sobie odwagę...
-... i mi to powiedziałaś-dokończyłam zdanie.
- Dokładnie. Jednak kiedy wczoraj się dowiedziałam,że Songbird Serenade gra jutro koncert postanowiłam,że zabiorę ciebie i twoje przyjaciółki na jej koncert. I mam do ciebie pytanie: zgadzasz się?
Po chwili mi zadzwoniła komórka. Właśnie przyszedł SMS od Heart Melt.
- Poczekaj mamo. Heart Melt mi wysłała SMS.
I przeczytałam:
- ,,Tiger! U mnie w Party Norze się widzimy! Szybko! To poufne!''
- Czego ona chce od ciebie?- spytała Golden Song.
- To nic wielkiego. Heart Melt po prostu robi imprezę. To chyba pewne.
Ja wstałam.
- Mam iść z tobą?- spytała Golden Song. Ja pokręciłam głową.
- Zaczekaj w hotelu. Będę wieczorem.
- Jesteś pewna?- spytała Golden Song. Ja przytaknęłam i wyszłam z kawiarni. Golden Song westchnęła i zapłaciła za shake i kawę i też wyszła z kawiarni.
 

 
Była godzina 16 po południu. Właśnie z Cyran Heart pracowałyśmy nad GPS,który miał nas przygotowywać na pomoc Mane 6 w pokonywaniu złodziei.
- Czyli mówisz Cyran Heart,że jak Mane 6 będą miały kłopoty to się włączy alarm?-spytałam. Cyran Heart przytaknęła.
- Dokładnie. Skoro Festiwal Przyjaźni w Ponyville się zbliża wielkimi krokami to trzeba się zabezpieczyć lepiej.
Ja zrobiłam zakłopotaną minę.
- ,,Zabezpieczyć''? Cyran. O co ci chodzi do jasnej Celestii?
Cyran Heart westchnęła poprawiając gogle.
- Chodzi mi o to,że może tam w każdej chwili ktoś zaatakować nasze przyjaciółki z poza miasta.
Ja westchnęłam.
- W porządku. To co? Mamy teraz przetestować te urządzenie?
Cyran Heart westchnęła.
- Cierpliwości Tiger. Trzeba teraz spowodować maleńki problemik.
Po chwili Cyran Heart spojrzała na plan Ponyville.
- Zobaczmy. Przewrócić drzewo na Applejack? Zbyt brutalne. Spowodować wybuch piekarnika? Za banalne. Wybuch zamku. To już jest drobna przesada. Atak Angela królika Fluttershy? To już też jest przesada.
Kiedy Cyran Heart myślała ja patrzyłam na ikonkę ,,Ponyville Day Spa''.
- Uhm. A może spowodować awarię światła w Ponyville Day Spa?-spytałam wskazując na ikonkę. Cyran Heart spojrzała na mapkę ponownie. Po chwili zawołała:
- No jasne! Czemu na to wcześniej nie wpadłam! Tiger! Jesteś po prostu genialna!
Ja zachichotałam.
- To masz jakiś pomysł?-spytałam. Cyran Heart przytaknęła.
- Po prostu włamię się do systemu,który działa w Ponyville Day Spa i spowoduję awarię prądu. Tymczasem Love Life i Heart Melt usłyszą krótki,głośny pisk w uszach co będzie oznaczało,żeby przystąpiły do akcji.
- I potem one naprawią to całe zwarcie?-spytałam. Cyran Heart przytaknęła i westchnęła.
- Tak. Jak dobrze,że wysłałyśmy je do Ponyville na weekend.
Ja przytaknęłam. Cyran Heart się uśmiechnęła i powiedziała:
- Ok Tiger. Lepiej uważaj bo w każdej chwili możesz ogłuchnąć,więc lepiej się odsuń.
Ja wykonałam jej polecenie. Tymczasem Cyran Heart wcisnęła klawiszem myszy przycisk ,,spowoduj awarię światła''. Tymczasem w Ponyville Day Spa goście,a to byli już na zabiegach,a to czekali dopiero w kolejce albo na kanapie czekając na zabieg. Wszystko było ok,aż po chwili zgasło światło we wszystkich pokojach. W saunie przestała lecieć para,jacuzzi przestało puszczać bąbelki i w pokoju,gdzie kucyki miały masaż albo kopytkokiure zgasło światło.
- Co się dzieje?-spytał jakiś kucyk w ciemności.
- Dlaczego w saunie przestała lecieć para?- spytała Rarity wściekła.- Akurat jak miałam cotygodniowe zabiegi z Applejack?
- Co do Celestii się stało?!-spytała w ciemności klacz pegaz. Nic nie było widać. Kucyki wyszły wściekłe z pokoi,w których mieli zabiegi.
- Spokojnie drodzy goście!-usłyszały kucyki głos Aloe.- Jestem pewna,że po prostu wystąpiła drobna awaria,która mam nadzieję,że zostanie wkrótce naprawiona.
Tymczasem u nas w laboratorium usłyszałyśmy w moim telefonie głośny alarm.
- Hurra! Działa!-zawołała Cyran Heart zadowolona z siebie. Ja się uśmiechnęłam.
- To. Teraz wysyłamy sygnał do dziewczyn?
Cyran Heart przytaknęła i wcisnęła klawiszem myszy przycisk ,,Poinformuj o niebezpieczeństwie Love Life i Heart Melt.''. Tymczasem w Ponyville Heart Melt i Love Life usłyszały alarm w ich uszach. Coś w stylu PIIP,PIIP!
- Coś się złego stało!-zawołała zaniepokojona Love Life do Heart Melt,która piła bananowy milkshake.
- Skąd to wiesz?- spytała zdziwiona Heart Melt przestając pić. Love Life uderzyła się kopytkiem w czoło.
- Nie pamiętasz jak Cyran Heart z Olą Tiger tłumaczyły nam onośnie ich GIPsu.
- I co w związku z tym?-spytała Heart Melt znudzona.
- To,że się włączył alarm.
Heart Melt zrobiła zakłopotaną minę. Love Life westchnęła.
- Chodź. Na mój słuch sygnał pochodzi z Ponyville Day Spa.
I wstały z ławki. Kiedy wstały z ławki to pobiegły w te pędy do Ponyville Day Spa,gdzie goście stali wściekli.
- Kiedy ta awaria się naprawi?- spytała Rarity wściekła.
- Spokojnie Panno Rarity. Zaraz pewnie ktoś przybędzie i to naprawi...
Po chwili Aloe usłyszała Heart Melt i Love Life głos.
- My to naprawiamy-powiedziały dziewczyny. I przystąpiły do akcji. Pobiegły do miejsca,gdzie ta cała awaria zaszła i wszystko przekręciły z ,,Off'' na ,,On''. Cała ta akcja trwała kwadrans. W końcu wszystko zaczęło działać jak przed awarią. Światła się zapaliły,para w saunie zaczęła ponownie lecieć,w jacuzzi zaczęły lecieć ponownie bąbelki i w pokoju do masażu ponownie się zapaliło światło. Wszystkie kucyki wróciły do czekania na zabieg i na zabiegi. Aloe się uśmiechnęła.
- Naprawdę nie wiem jak się mogę wam odwdzięczyć dziewczyny. Bez was naprawa tej awarii byłaby niemożliwa.
Love Life zachichotała.
- To nic takiego. To była drobnostka.
Heart Melt przytaknęła.
- Nasza misja została zakończona-powiedziała Heart Melt. Aloe spojrzała się dziwnie. Tymczasem Cyran Heart położyła kopytka na stole i westchnęła.
- No i dowiodłyśmy jednego. Nasza maszyna działa bez zarzutów.
Ja przytaknęłam i przystawiłam kopytko do piątki. Cyran Heart mi przybiła piątkę. Teraz pozostało czekać na Dni Przyjaźni w Ponyville. Nasza maszyna była gotowa na kłopoty Mane 6. A raczej. Gdyby się coś działo złego z Mane 6.
 

 
Następnego ranka była ładna pogoda. Słońce świeciło najgoręcej,a ja. Jeszcze pochrapywałam w najlepsze. Po całym weekendzie spędzonym w Ponyville Day Spa z karnetu Honey Dash czułam się prawie gotowa do działania. W końcu. Czasem księżniczka musi o siebie zadbać. I zapomnieć na calutki weekend o planie filmowym. No właśnie! Planie! Przed weekendem poinformowałam Szefową o tym,żeby pomogła dziewczynom w ostatniej próbie,ale już z kostiumami i bez transkryptów. Ciekawa byłam czy dziewczyny skończyły próby jak należy. I czy Szefowa zostawiła je na noc by sprawdziły wszystko dokładnie. Tymczasem telefon mi non-stop bzyczał. A to ktoś do mnie dzwonił,a to po prostu przychodził SMS. Ja otworzyłam oczy,ziewnęłam i wzięłam magią komórkę. Kiedy ją włączyłam to było napisane: ,,10 połączeń nieodebranych od: Love Life.'' oraz: ,,14 wiadomości głosowych wysłanych od: Love Life.'' a także: ,,30 wiadomości nieodebranych od: Love Life.''. Ja zaczęłam od sprawdzenia połączeń. Ok. Luz. Da się nie odebrać bo jak się śpi to się nic nie słyszy. Następnie sprawdziłam wiadomości głosowe.
WIADOMOŚCI GŁOSOWE.
21:26
1. Ola. Wiem,że nie odbierzesz komórki,ale na wszelki wypadek. Odbierz ok?
21:27
2. Ola. Jeżeli jesteś już w domu. Daj znać i zadzwoń do mnie.
21:28.
3. Dlaczego nie odbierasz telefonu? Love Life martwi się o ciebie.
21:29.
4. Tiger! Mamy kłopoty! Musisz natychmiast rano przyjść do studia!
21:30.
5. Heart Melt wrzuciła odcinek,który miałyśmy wrzucić dopiero w sobotę!
6. Szefowa się wścieknie jak to zobaczy! A ona od niedawna zaczęła przeglądać co godzinę Youtube!
7. I wylądujemy ponownie u Szefowej na dywaniku!
8. Musisz przyjść do studia rano i pomóc nam w usunięciu nagrania!
21:33.
9. Mówiłam jej,żeby nie wrzucała nagrania dopóki nie damy tego odcinka lokalnej telewizji,a ona nie słuchała!
10. Ola. Please! Odbierz telefon!
11,12,13,14. Tiger! Co jak co,ale zjaw się po prostu jutro rano w studiu!
KONIEC WIADOMOŚCI GŁOSOWYCH.
Ja zmarszczyłam czoło i westchnęłam. To dlatego mi całą noc telefon bzyczał. Ja westchnęłam ponownie i wymamrotałam.
- No tak. Dlatego niezbyt lubię zostawiać Heart Melt bez mojej opieki. Nie zawsze się słucha.
Po chwili poszłam do łazienki by się przebrać. Niezbyt wiedziałam czy one żartują czy one nagrywały te wiadomości na serio. Wiedziałam tylko jedno. Mam przerąbane mocno u Szefowej.
 

 
Było po 21. Love Life,Honey Dash i Heart Melt sprawdzały ostatni raz odcinek,który skończyłyśmy nagrywać po południu ,,Daring Done?''. Kiedy leciały już napisy końcowe Honey Dash włączyła nagranie i powiedziała:
- Myślę,że nawet ok wyszedł odcinek,nad którym pomogłam Love Life.
Love Life się zarumieniła.
- Dzięki. Rzadko szczerze pracuję nad odcinkami sama, ale jak już to robię to wychodzą mi rewelacyjnie. Co nie dziewczyny?
Heart Melt i Honey Dash przytaknęły.
- To co? Wysyłamy go do sieci?-spytała Heart Melt. Love Life zachichotała.
- Cierpliwości Heart Melt. Poczekaj do soboty. W sobotę damy materiał lokalnej telewizji i wyemitują go. Tak jak to robimy zazwyczaj-powiedziała Love Life. Heart Melt warknęła.
- No dobra-powiedziała Heart Melt. Love Life spojrzała na zegarek i powiedziała:
- Hej. Szybko się wyrobiłyśmy dziewczyny.
Honey Dash westchnęła.
- I co? Przecież wiesz,że Szefowa,Dance Step i Cyran Heart zamknęły plan na noc! Jesteśmy zamknięte tutaj na całą noc.
Love Life się uśmiechnęła.
- To co? Gramy w warcaby? Czy co robimy?
Honey Dash przez chwilę się zastanawiała,ale po chwili powiedziała:
- A co mi tam! Gramy!
I dziewczyny ułożyły na planszy pionki.
- Heart Melt! Grasz potem,z którąś z nas partyjkę?- spytała Honey Dash. Heart Melt pokiwała sprzecznie głową.
- Obejrzę ten odcinek ostatni raz-powiedziała Heart Melt. Honey Dash wzruszyła ramionami i ruszyła kopytkiem pionek. Tymczasem Heart Melt sobie oglądała odcinek. Wpatrywała się na scenę po scenie. Klatka po klatce. Po chwili mruknęła do siebie:
- Nawet fajny odcinek. Jakiż to wstyd,że go jeszcze nie ma na Youtube.
- Nawet nie próbuj-powiedziała Love Life grając cały czas z Honey Dash. Jednak Heart Melt nie słuchała jej. Wcisnęła prawy przycisk myszy,na którym były napisane opcje. Między innymi ,,Wyślij filmik/zdjęcie''. Heart Melt kliknęła właśnie w ten przycisk. Po chwili pojawił się napis: ,,Czy jesteś pewna,że chcesz kontynuować wysyłanie filmu na Youtube?''. Heart Melt wcisnęła ,,Tak''. Po chwili głos z komputera powiedział:
- Filmik został wysłany.
Love Life zastrzygła uszami.
- Zaraz. Co?
I pobiegła do Heart Melt.
- Coś ty zrobiła?
Heart Melt zachichotała.
- Spokojnie. Wysłałam tylko nasz nowiutki,świeżutki jak kwiaty po deszczu odcinek!
Love Life uderzyła się kopytkiem w czoło.
- Heart Melt! Mówiłam ci,żebyś poczekała z tym do soboty aż wyślemy to do lokalnej telewizji i wyemitują go! Nic ci nie mówiłam o wysyłaniu go teraz do internetu w środku nocy!
Honey Dash się podniosła z łóżka i podeszła do dziewczyn.
- Najwyraźniej jej nie znasz. Ona nigdy nikogo nie słucha i potem obrywamy od szefowej ja z Olą Tiger,która jutro wraca po weekendzie do pracy. I co ja jej powiem?- spytała Honey Dash. Love Life wyjęła telefon i zaczęła pisać do mnie SMS-a.
- Można wiedzieć co ty wyprawiasz?- spytała Heart Melt. Love Life pisała dalej SMS-a do mnie.
- Piszę właśnie SMS-a do Oli Tiger,żeby jutro przyszła o godzinę wcześniej. Myślę,że pomoże nam jutro rano naprawić to co ty zrobiłaś teraz.
Heart Melt się spojrzała z zakłopotaną miną i się po chwili uśmiechnęła.
- Oki doki loki! To ci w takim razie nie przeszkadzam!-zawołała Heart Melt wychodząc z pokoiku.
 

 
Po dwóch godzinach oprowadzania Juniper po studiu Juniper znała już każdy kąt. A to kafejkę,a to salę wypoczynkową wyposażoną w boisko,basen i maleńkie spa,nad którym pracowałam całą noc. Zostało już tylko jedno miejsce: plan filmowy,który mieścił się niedaleko sali muzycznej. Kiedy weszłyśmy Rarity i Rainbow Dash już czekały na nas.
- Ostatni element wycieczki: plan filmowy. Zapoznaj się z zasadami BHP panującymi tutaj oraz z urządzeniami na planie. Chyba umiesz odpowiednio korzystać z kamery?-spytałam. Juniper przytaknęła.
- Bosko. To w takim razie nie muszę ci tłumaczyć co i jak.
Juniper spojrzała na opaloną klacz o czarnych włosach i zielonej sukience. Miała znaczek kamerki.
- Uhm. Kim ona jest?- spytała Juniper Montage. Rainbow i Rarity przytaknęły zgodnie.
- Dziewczyny. To jest Ashley. Będzie grała Starlight Glimmer-antagonistkę w tym sezonie.
Dziewczyny wzięły oddech z szoku. Ja się zaśmiałam.
- Spokojnie! To tylko jej rola! Ashley. Opowiedz o sobie parę słów.
Ashley westchnęła.
- Nazywam się Ashley Bird. Uhm. Będę z wami pracować na planie. Lubię zwierzęta i grać w filmach i serialach. Jestem niezwykle utalentowana muzycznie. I czuję,że spędzimy ze sobą miłe chwile na tym planie- powiedziała Ashley nieśmiałym tonem.
- Jest odrobinkę nieśmiała-wytłumaczyłam dziewczynom.- Ale to chyba nie przeszkodzi nam w pracowaniu razem na planie. Co nie?
Dziewczyny przytaknęły. Po chwili się zwróciłam do Ashley:
- Zapoznaj się z transkryptem,który leży na stoliku.
Ashley przytaknęła,a potem zapytała:
- A do kiedy mam czas?
- Do 13. O 13 zaczynamy pracę ,,z kopyta''. Poza tym mamy nową reżyserkę i muszę ją zapoznać z zasadami panującymi tutaj.
- Ok. To w takim razie do zobaczenia za godzinę!-zawołała Ashley i poszła sali wypoczynkowej. Po chwili ja się zwróciłam do Rarity i Rainbow Dash,które się też kierowały do sali wypoczynkowej:
- Wy też się zapoznałyście z transkryptem?
Rarity i Rainbow Dash przytaknęły.
- W takim razie do zobaczenia za godzinę.
I poszły sobie również do tej sali.
 

 
Było słoneczne popołudnie. Właśnie Sunset Shimmer rozmawiała z Twilight i Rainbow Dash oraz Starlight.
- Miło naprawdę,że wpadłaś do nas na weekend-powiedziała Dash. Twilight przytaknęła.
- Tak naprawdę to chciałam odwiedzić Starlight Glimmer. Już tak dawno się nie widziałyśmy-powiedziała Sunset Shimmer. Starlight Glimmer przytaknęła.
- Pomogłaś mi też w ,,przeciągnięciu'' Juniper Montage na naszą dobrą stronę. Gdyby nie twoja moc dotyku i czucia co ta osoba czuję nigdy bym nie odmieniła jej i bym ciebie i twoich przyjaciółek nie uratowała z magicznego lustra,do którego ciebie i je wciągnęła-powiedziała Starlight. Sunset zachichotała. Twilight miała łzy radości w oczach.
- Odkryłaś magiczny portal do świata ludzi?- spytała Twilight po czym przytuliła Starlight.- Jestem z ciebie dumna.
Dashie chrząknęła.
- Przepraszam,że zrujnuję ten jakże wzruszający moment,ale jestem pewna,że to Sunset przybyła tutaj bo jej się skończyły strony w dzienniku pewnie i przy okazji poznała Starlight,która chciała,żeby ją zabrała ze sobą z powrotem do domu,ale pod jednym warunkiem,żeby się nie wychylała za bardzo.
Sunset wzięła oddech z szoku.
- Skąd to wiesz?-spytała zszokowana Sunset. Dash prychnęła.
- Błagam no. Starlight mi tydzień temu opowiadała jak poznała ciebie podczas kiedy my wszystkie miałyśmy piknik.
- A no racja- powiedziała Starlight i zachichotała.- Już o tym zapomniałam.
- Wiecie. Miło było odwiedzić Ponyville na cały weekend,ale cóż. Na mnie już czas-powiedziała Sunset Shimmer kierując się w miejsce portalu.
- Hola,hola!-zawołała Dash zatrzymując Sunset.- Tak szybko nas opuszczasz?
- Przykro mi skarbie,ale na mnie już czas. Szkołę zaczynam jutro o 8 i muszę się wyspać.
Twilight,Starlight i Rainbow przytuliły Sunset i poszły za nią do miejsca,gdzie stał portal czyli do biblioteki.
 

 
Ja się odwróciłam i uśmiechnęłam się do Dash,która wracała z pustymi kopytkami.
- I co? Były jakieś owoce?-spytałam. Dash pokiwała sprzecznie głową.
- Niestety nie było. No. Poza trującymi jagodami,o których dopiero kiedy zerwałam kilka poinformowała mnie Scootaloo,że te rośliny są trujące.
- Czyli nici z naszej sałatki owocowej z owoców leśnych- podsumowała Black Star. Ja przytaknęłam.
- Całe szczęście,że wzięłam carrot-dogi,napoje i kanapki dla młodszych-powiedziałam głaszcząc Black Star po głowie. Cyran Heart zachichotała.
- Oh Ola. Ty zawsze myślisz o wszystkim. A to jest nasz pierwszy camping,który spędzamy z jedną z twoich znajomych z Ponyville.
Ja się uśmiechnęłam.
- Dzięki. Postanowiłam,że skoro spędzić mamy tu weekend,a Scootaloo to Black Star kumpela. Więc postanowiłam,że jak i Scootaloo jedzie to i Dash też.
Dash ze Scootaloo usiadły na kocu. Ja wyjęłam magią talerzyki plastikowe i widelce oraz plastikowe kubki.
- Kolejna rzecz,o której pomyślałam to sztućce! Wiedziałam,że nie powinnyśmy jeść na kocu bo się on zabrudzi,więc wzięłam to co widzicie. Fajny pomysł,prawda?
Dziewczyny przytaknęły i zachichotały. Ja wzięłam magią carrot-dogi i nałożyłam sobie i dziewczynom na talerzyk,a do kubków nalałam sok pomarańczowy.
- Proszę bardzo. Bon Apetit!-zawołałam. Po chwili wszyscy zajadali w najlepsze carrot-dogi i popijali sokiem. Po chwili na Black Star carrot-dogu pojawił się dziwny owad. Przypominał pająka,ale to był pająk ze skrzydłami. Po chwili owad psiknął w Black Star dziwnym płynem w oko. Black Star spojrzała na owada. Po chwili pisnęła z przerażenia.
- Black Star. Coś nie tak?-spytałam. Black Star przytaknęła.
- Na moim carrot-dogu pojawił się dziwny owad!- powiedziała Black Star. Ja odebrałam jej magią carrot-doga. Spojrzałam na niego. Na nim siedział... Flyder! Niebezpieczny owad zwłaszcza dla kucyków,które mają na nie alergię. Flyder psiknął we mnie dziwnym płynem w róg. Ja wzdrygnęłam się z obrzydzenia i wzięłam papierowe chusteczki,którymi wytarłam z siebie i Black Star płyn. Ja westchnęłam.
- Fiuu. Oby to był tylko jeden Flyder,a nie cała masa.
Dziewczyny się spojrzały na mnie dziwnie.
 

 
Było słoneczne popołudnie. Cyran Heart, Love Life i ja z Black Star rozkładałyśmy namioty.
- Jeszcze trochę-powiedziała Cyran Heart rozkładając namiot stękając. Po chwili jej namiot się sam napompował. Cyran krzyknęła ze strachu po czym poleciała na ziemię. Ja wzięłam oddech z szoku.
- Wow! To było genialne!-zawołałam pomagając Cyran Heart wstać.
- Właśnie. Jak zamontowałaś samo-pompowanie?- spytała Black Star zdziwiona.- Bo normalnie namioty nie mają takich opcji.
Cyran Heart zachichotała.
- Jasne,że normalnie nie mają takich funkcji,ale tydzień przed campingiem postanowiłam sobie o nieco ulepszyć mój namiot,więc połączyłam poduszki powietrzne z namiotem i wyszło mi to,że się jak dotknie o tego punktu narysowanego na samym dole czerwoną kredką to się sam pompuje. Na śmierć o tej funkcji zapomniałam.
Ja zachichotałam.
- Ja dobudowałam pięterko dla Black Star w swoim namiocie tydzień przed campingiem. Nie było łatwo,ale Golden Song mi pomogła i elegancki namiot nam wyszedł.
Tymczasem jak my gadałyśmy o namiotach to Rainbow Dash szukała jakiś owoców leśnych na podwieczorek. Po chwili zauważyła dziwną roślinę i podleciała bliżej.
- Hmmm. To wygląda naprawdę świetnie. Zerwę sobie kilka- wymamrotała Dashie i zaczęła zrywać z krzaka owoce rośliny. Po chwili usłyszała głos Scootaloo mówiący:
- Nie dotykaj tego!
- Uhm. Czemu?- spytała Dash mając w kopytkach owoce rośliny. Scootaloo warknęła.
- W książce napisano,że ta roślina jest trująca.
Dash rzuciła owoce na ziemię.
- Sorki. Nie wiedziałam. Następnym razem bardziej się przyjrzę.
I wróciły na miejsce,gdzie rozłożyłyśmy namioty. Zapowiadał się ciekawy camping.
 

 
Po całej nocy spędzonej na rozmyślaniu wstał świt. Ja podniosłam głowę z biurka i ziewnęłam.
- Cała noc. Spędzona na rozmyślaniu o istnieniu ducha-powiedziałam zmęczonym tonem.- I nic! Przejrzałam wszystkie księgi historyczne i nie było żadnej informacji!
Ja westchnęłam.
- A co jeśli Czarny Zaklęty Duch to tylko mit i Honey Dash ma rację? Że to tylko stara legenda wymyślona przez kogoś? I zmarnowałam całą noc na czytaniu zamiast się normalnie wyspać?
Tymczasem z mojej doniczki,którą kupiłam na targu wychodziła czarna maź,która po wyjściu zaczęła formować się w czarnego alicorna o ciemno-niebieskich włosach i czarnych oczach. Miała czarną pętlę przy sobie,która otaczała całe jej ciało. Ja dalej rozmyślałam.
- Świetnie! Zaraz Black Star będzie marudzić,że się spóźniła do pracy i jej autobus uciekł,a szefowa się wścieknie jak się spóźnię. Wszystko to przez tę pseudo klątwę!-zawołałam wściekła. Klacz się uśmiechnęła.
- Mówiłaś coś skarbie?- spytał duch uśmiechając się dalej. Ja się odwróciłam.
- Czarny Zaklęty Duch?-spytałam zszokowana.
- We własnej osobie!-zawołała uśmiechnięta klacz duch.
- C-co ty tu robisz?-spytałam zszokowana.
Czarny Zaklęty Duch zachichotał.
- Uwolniłaś mnie.
- Jak?-spytałam. Czarny Zaklęty Duch wyczarował złotą gablotę tą samą co była w muzeum.
- Kojarzysz napis na gablocie,który przetłumaczyłaś?-spytał Czarny Zaklęty Duch. Ja przytaknęłam.
- Przez setki lat byłam uwięziona przez Somnambulę w tej doniczce. Zaklęcie znała tylko Somnambula i jej tatuś Faraon. Żaden kucyk więcej. Spędziłam w tej doniczce 1809 lat. Jednak wczoraj ty złamałaś szyfr co był zakamuflowany naszym językiem.
Ja przegryzłam zdenerwowana wargę.
- To coś złego?
Czarny Zaklęty Duch ponownie zachichotał.
- Przeciwnie kochana! Uwolniłaś mnie z tej doniczki,w której już zaczęło mi się nudzić.
Czarny Zaklęty Duch się uśmiechnął.
- Więc. Jaką mam ci wyświadczyć przysługę?
Ja spojrzałam zaciekawiona.
- Zaraz,zaraz. Czyli ty jesteś dżinem? I spełniasz życzenia?-spytałam. Czarny Zaklęty Duch pokręcił sprzecznie głową.
- Nie. Mam owszem taką moc,która pomaga kucykom spełniać życzenia,ale na codzień jestem duchem. Życzenia spełniam okazjonalnie.
Czarny Zaklęty Duch się uśmiechnął.
- A więc. Jak ci mogę pomóc?
Ja westchnęłam.
- Okej. W takim bądź razie.
Ja chrząknęłam.
- Chciałabym cofnąć czas po to by Black Star się nie spóźniła na autobus do pracy.
Czarny Zaklęty Duch westchnął.
- Już się robi.
I cofnął o godzinę czas.
- Gotowe. Teraz twoja siostra się nie spóźni na autobus do pracy.
Ja wzięłam oddech z szoku.
- Rety. Ty na serio jesteś genialna!
- Dziękuję. Wszystko robię dla uwolnicielki.
Ja się szykowałam do wyjścia.
- Okej. Dzięks. Na razie to wszystko. Nie będę potrzebowała żadnych życzeń,ale jeśli chcesz to możesz pójść dziś ze mną do pracy. Co ty na to?
Czarny Zaklęty Duch się uśmiechnął.
- Pewnie! Chętnie rozprostuję kopytka po tych 1809 latach!
I wyszłyśmy z domu razem z Black Star,która szła do autobusu.
 

 
Była godzina 12 po południu. Właśnie z Honey Dash byłam w Manehattańskim muzeum. Chodziłyśmy po wystawach i oglądałyśmy obrazy i rzeźby. Honey robiła non-stop zdjęcia wszystkich wystaw. Jednak mi po godzinie zaczęło się nudzić. Kiedy na wystawie ,,Wojna z Nightmare Moon'' Honey Dash robiła zdjęcia ja ziewnęłam i powiedziałam:
- Honey. Zrobiłaś już chyba z tysiące tych fotek. Chodźmy stąd!
Honey Dash warknęła przerywając robić zdjęcia.
- Tiger. Pamiętasz,że szefowa kazała nam się dowiedzieć o historiach wszystkich ważnych kucyków takich jak no nie wiem: Starswil Brodaty? Przypominam ci,że to jest potrzebne na następny odcinek!
Ja westchnęłam.
- Tak wiem. Tyle,że to się zaczyna robić nudne. Ja sobie stoję,a ty strzelasz fotki.
Honey Dash westchnęła.
- Także ci przypominam,że to mój aparat i to ja mam prawo do używania jego i nikt inny. Poza tym zaraz kończymy. Jeszcze nam została ostatnia sala.
Mówiąc to weszłyśmy do ostatniej sali ,,Starożytne dzieje'',gdzie było pusto.
- Perfect! Nie ma tłumów!-zawołała Honey Dash i zaczęła ponownie robić zdjęcia. Ja podeszłam do złotej gabloty,gdzie był napis po starożytnym języku. Ja zmarszczyłam czoło.
- Nie no ja tego nie rozczytam na pewno- wyszeptałam. Mój róg się zaświecił i przetłumaczył napis. Honey Dash na chwilę przestała robić zdjęcia i wzięła oddech z szoku i podbiegła do mnie.
- Ola! Zwariowałaś?! Używać zaklęcia na gablocie? Chcesz wystawę zniszczyć?!
Ja warknęłam.
- Nie zamierzałam tego zniszczyć tylko przetłumaczyć.
Po chwili zmarszczyłam czoło ponownie i przeczytałam tekst. Po chwili się odwróciłam.
- Honey. Rozumiesz coś z tego?
Honey Dash do mnie podeszła.
- Ale czego?
Ja wskazałam kopytkiem na tekst.
- Tego!
- ,,Nim słońce wstanie i poranna rosa się pojawi Czarny Zaklęty Duch się uwolni z miejsca,którego uwięziłam. Somnambula 208 rok przed naszą erą''-przeczytała Honey Dash. Ja wzdrygnęłam się z przerażenia.
- Myślisz,że to coś może się uwolnić?
Honey Dash zachichotała.
- Jasne,że nie. Przypominam ci ponownie,że to Muzeum Legend. Tu nie wszystko jest prawdziwe.
- A-a ta klątwa?
- Żadnej klątwy nie ma. Ten cały Czarny Zaklęty Duch to legenda i tyle. Stek bzdur. A teraz chodź. Wychodzimy zanim tu będą tłumy.
- No dobra. Skoro tak mówisz. To wiesz. Czuję się o wiele pewniej.
I wyszłyśmy z muzeum. Podczas drogi do domu zadawałam sobie jedno pytanie. Czy Czarny Zaklęty Duch istnieje naprawdę? Czy to tylko legenda,która ma za zadanie nastraszyć turystów?
 

 
- Oprócz domu mam niedaleko plan filmowy. Na,którym nie tylko pracuję ja,ale też i moje przyjaciółki. Każdy dzień na planie jest kolejnym fajnym dniem na zabawę. Bo w końcu. Lepszej pracy chyba nie mogłyśmy znaleźć.
Kiedy wysiadłam z taksówki to weszłam do studia. Ja westchnęłam i otworzyłam drzwi. Światła były zgaszone
Czyżby dziewczyny się spóźniały? Po chwili za sobą usłyszałam urodzinowy gwizdek.
- Niespodzianka!-zawołała Heart Melt sypiąc konfetti. Ja się odwróciłam i westchnęłam.
- A co to? Jakieś święto bądź okazja do świętowania?
Cyran Heart zachichotała podchodząc do mnie z czapką urodzinową.
- Nie żartuj. Zapomniałaś o swoich własnych urodzinach?- spytała Cyran Heart zakładając mi czapkę. Ja wzięłam oddech z szoku.
- To dzisiaj? Jaka ze mnie gapa!-zawołałam histerycznym tonem. Po chwili wszystkie zachichotałyśmy.
- Żartowałaś prawda?- spytała Honey Dash śmiejąc się dalej. Ja przytaknęłam.
- No przecież pamiętałabym o swoich urodzinach. Zapisałam sobie to też na komórce.
I ponownie zachichotałyśmy. Dance Step wyjęła z torebki szampan. Ja się uśmiechnęłam.
- Ok kochane! Po odśpiewaniu ,,Sto lat'' i po drobnym świętowaniu bierzemy się ostro do pracy! Słyszałyście,że w weekend ma być zjazd w Vanhoofer?
- Jasne!-zawołały dziewczyny.
- Co więcej. W tej pracy mamy kupę roboty codziennie. A to pisanie piosenki na dany odcinek,a to po prostu pisanie odcinka nad,którym pracujemy non-stop! Każdy dzień jak mówiłam jest pełen radości.
Po odśpiewaniu ,,Sto lat'' Dance Step otworzyła szampana.
- To co? Za zdrowie jubilatki!- zawołała Dance Step lejąc nam do szklanek szampana truskawkowego.
- ZA ZDROWIE!-zawołałyśmy i wypiłyśmy łyka. Po drobnym świętowaniu zachichotałam i powiedziałam:
- Starczy świętowania robota czeka. Muszę skończyć pisać transkrypt do filmu i pisać transkrypt do odcinka ,,Fame and misfortune''.
I siadłam do biurka,gdzie był stos kartek. Już miałam się brać do roboty,gdy nagle...
- OLA TIGER PROSZONA DO GABINETU W TRYBIE NATYCHMIASTOWYM!-powiedziała szefowa przez megafon.
- No tak. Zapomniałam wam wspomnieć. Nie zawsze szefowa jest zachwycona z owoców naszej pracy. Zawsze ją łapie nerwówka dwa dni przed zjazdem w Vanhoofer. W końcu to najważniejsze wydarzenie w roku!
Ja westchnęłam i wstałam z biurka. Modliłam się w duchu,żeby to nie było nic poważnego! Wyszłam z pokoju i weszłam schodami na drugie piętro,gdzie się mieścił pokój szefowej.
 

 
Było słoneczne popołudnie. Właśnie powoli kończyłyśmy pracę nad transkryptem do odcinka ,,Triple threat'' do,którego chciałyśmy próbę zrobić po weekendzie. Honey Dash projektowała strój Thoraxa,a Heart Melt Ember. Ja pisałam już epilog.
- Dzięki dziewczyny za pomoc w przygotowaniu odcinka- powiedziałam nie kończąc pisać.
- Nie ma za co!-zawołała Honey Dash kończąc strój Thoraxa.- W zasadzie odcinek o spotkaniu smoków i podmieńców to był pomysł Heart Melt i szczerze bardzo nam się spodobał.
- Nie mogę uwierzyć, że poprzedni odcinek przyniósł taką popularność! Zwłaszcza tekst ,,Nie jesteśmy idealne''-powiedziałam. Dziewczyny się na mnie spojrzały.
- Nie za bardzo rozumiem-powiedziała Heart Melt. Ja westchnęłam.
- No ta piosenka Melt!
- Aaa! To trzeba było mówić tak od razu!
My zachichotałyśmy. Po chwili Honey Dash się uśmiechnęła do mnie.
- Gdzie się wybierasz w ten weekend?- spytała Honey Dash. Ja westchnęłam.
- Do Ponyville.
- Po co?- spytała zaciekawiona Heart Melt.
- Dawno nie widziałam Rainbow Dash i jestem ciekawa co u niej słychać.
- Ale po weekendzie będziesz?- spytała Honey Dash. Ja westchnęłam.
- Tak będę po weekendzie. O ile nie będzie problemu jakiegoś.
- Rozumiem-powiedziała Honey Dash. Ja kierowałam się do wyjścia. Heart Melt wrzasnęła za mną:
- DO PONIEDZIAŁKU OLA!
Po chwili zwróciła się do Honey Dash:
- Myślisz,że słyszała?
- Jestem pewna, że tak- powiedziała Honey Dash i zachichotała.- A teraz chodź. Musimy już zamknąć na noc puściutkie nasze studio bez żadnego kucyka.
Heart Melt zachichotała.
- Darowałabyś sobie te teksty z teatru co?- spytała Heart Melt.
- Sorki- powiedziała Honey Dash śmiejąc się wychodząc ze studia filmowego. Już zaczął się nie tylko nasz fairant,ale też i weekend.
 

 
Dzisiejsza przygoda rozpoczyna się w domu Love Life,gdzie się wszystkie szykujemy na Jesienny Bal. Honey Dash chodziła z kąta do kąta w pokoju,gdzie się szykowałyśmy. Ubrana była w czarną sukienkę z czarną różą na boku. Miała na sobie czarną szminkę i czarny cień pod oczy. Swoje czarne włosy miała spięte w kitkę. Honey Dash warknęła.
- Ile jeszcze będziesz się malować Love Life?!-spytała Honey Dash zniecierpliwiona pukając w drzwi od łazienki.- Limuzyna po nas może przyjechać w każdej chwili,a ty się przeglądasz w tym lusterku!
- Poczekaj jeszcze 10 minut Honey!-zawołała Love Life z łazienki.- Już kończę. Jeszcze tylko szminka i manicure i będę gotowa!
- No mam taką nadzieję-powiedziała Cyran Heart zakładając dżinsową sukienkę,a jej włosy właśnie spinałam jej kręcownicą do włosów.- Przeglądasz się w tym lusterku od pół godziny!
Sweet Song czesała swoje fioletowe włosy,które rozpuściła i zachichotała.
- Dajcie jej jeszcze chwilę- poradziła Sweet Song.- Nam też makijaż zajmuje godzinę,a nawet więcej.
- Jestem gotowa!- usłyszałyśmy głos Love Life wychodzącej z łazienki. Kiedy wyszła Honey Dash zaznała szoku. Love Life co prawda była ubrana w kryształową fioletową suknię i fioletowych butach na obcasach,ale sam makijaż wyglądał na niej okropnie. Miała rozmazaną szminkę,włosy w nieładzie i źle pomalowany cień. Honey Dash pisnęła.
- Coś nie tak? Mam coś na twarzy?- spytała Love Life patrząc na nas. Ja chrząknęłam.
- Yyy. Wyglądasz. Świetnie!-powiedziałam z udawanym uśmiechem. Na sobie miałam różową suknię i różowe buty na obcasach. Swoje żółte włosy miałam pofalowane.
- Tyle,że za bardzo rozmazałaś szminkę. I za bardzo ci make-up widać. I źle pomalowałaś cień pod oczy-powiedziała Cyran Heart. Heart Melt przytaknęła. Miała rozpuszczone włosy z kokardką i białą sukienkę oraz czarne buty na obcasach. Honey Dash wrzasnęła wściekła:
- Wyglądasz jak katastrofa mody!
Love Life miała w oczach łzy.
- Serio?
Honey Dash przytaknęła.
- Na szczęście masz przyjaciółkę,która ci w mig naprawi zły makijaż.
Honey Dash wzięła przybory do demakijażu i zaczęła Love Life zmywać makijaż. Następnie wzięła puder i szczotkę do włosów,a potem nałożyła jej żółty make-up a na koniec jej pomalowała rzęsy i nałożyła jej cień pod oczy koloru niebieskiego. Kiedy odłożyła przybory kosmetyczne westchnęła i powiedziała:
- Voila skarbie! Teraz możesz śmigać na imprezę!
Love Life się przejrzała w lustrze. Miała najpiękniejszy makijaż na sobie i miała pofalowane włosy i czerwone kolczyki.
- Wow Honey-powiedziała Love Life zachwycona.- Nie mogę uwierzyć,że zrobiłaś mi taki makijaż,który by pasował do mojego manicure,którego zrobiłam u kosmetyczki tydzień temu.
Mówiąc to pokazała nam niebieskie paznokcie.
- To ty robiłaś manicure tydzień przed imprezą?-spytała zszokowana Honey Dash. Ja przytaknęłam i zachichotałam.
 

 
Był poniedziałkowy,chłodny,deszczowy poranek. Od samego rana w CHS panowała smutna atmosfera. Kiedy przyszłam do szkoły z dziewczynami zauważyłam jak Rarity podpisuje się Fluttershy na gipsie.
- Gotowe!-zawołała Rarity odkładając różowy długopis do torebki.- Jak ci się podoba?
- ,,Wracaj szybko do zdrowia. ♡ Rarity.''-przeczytała Fluttershy.- Jakie to urocze!
- Dzięki!-zawołała Rarity. Fluttershy zachichotała.
- Proszę bardzo.
- A tak w ogóle to czujesz się już lepiej?-spytałam troskliwym tonem siadając na ławce przy sali informatycznej,gdzie z Fluttershy miałam informatykę.
- Lekarz powiedział mi,że za 4 tygodnie złamana kończyna się zrośnie. Jednak dalej się wściekam za to jak nas Indigo Zapp potraktowała okropnie!
- Słuchajcie. Ja też nie jestem zadowolona z tego jak one jeździły mimo,że ja z Twilight siedziałyśmy na widowni-powiedziała Sunset Shimmer głaszcząc swoją jaszczurkę.
- Przepraszam cukiereczki,że muszę zmienić temat,ale widziałyście może Rainbow Dash? Od soboty nie odbiera telefonu i martwię się trochę o nią-powiedziała Applejack siadając na ławce obok mnie.
- Myślałam,że Dashie nic poważnego się nie stało-powiedziała Dance Step.
- Też tak myślałam-powiedziała Applejack.- Ale jak widziałam jak Dashie cierpiała jak sanitariusze zabrali ją do karetki to już wiedziałam,że Indigo nieźle ją potrzaskała. Swoją drogą. Myślicie,że przez to odwołają zawody w przyszłym miesiącu?
- Bez jaj Applejack-powiedziała Honey Dash poprawiając swój kucyk.- Nie licz na zawody z żadnej dziedziny sportu w tej szkole bo dopóki Dash nie wyzdrowieje to raczej możemy pomarzyć o zawodach. Taka prawda skarbie.
- Cześć dziewczyny- usłyszałyśmy Dashie głos. Ja się odwróciłam i zauważyłam,że Dash ma gips na nodze i chodzi trzymając w rękach kule.
- I co?-spytałam. Dashie westchnęła.
- Powiedzieli mi,że muszę nosić gips przez 6 tygodni.
- Czyli odwołujesz wszystkie kółka sportowe dopóki nie wyzdrowiejesz- podsumowała Honey Dash. Dash warknęła.
- Nie chcę tego robić,ale czy mam inne wyjście? Tak mnie Indigo połamała,że na praktycznie cały miesiąc wypadam z zabawy. Ani nie będzie zajęć z koszykówki,ani z pływania,ani z jazdy na wrotkach. Swoją drogą. Nie mogę uwierzyć, że przegrałyśmy. Cała szkoła na nas liczyła i ja was wszystkich zawiodłam.
- Nie obwiniaj się Dash. To tylko jedne zawody-powiedziałam pocieszając smutną przyjaciółkę.
- Gdybyś ty wiedziała jak ona znosi przegraną. Przeżywa to tak jakby to był koniec świata!-zawołała Applejack. Dash zasłoniła swoją twarz rękami.
- Pierwsze zawody i taka porażka-powiedziała Dashie głosem bliskim płaczu. Ja Dashie przytuliłam.
- Wiemy jak bardzo to przeżywasz,ale nie poddamy się tak łatwo! Będziemy trenować do upadłego dopóki nie nauczymy się jeździć porządnie na wrotkach!
- Serio wy to dla mnie zrobicie?-spytała Dashie mając łzy radości w oczach. Applejack prychnęła.
- Jasne cukiereczku! W końcu jesteśmy przyjaciółkami,a przyjaciółki się razem trzymają.
- Dziękuję- wyszeptała Dashie. My ją przytuliłyśmy by dodać jej otuchy.
 

 
- Daj spokój Ola- powiedziała Dance Step do mnie. Następnego dnia po śniadaniu poszłyśmy do szałasu Rainbow Breeze bo właśnie tam miałyśmy mieć zajęcia.
- Wy na serio wczoraj w nocy byłyście w sąsiedniej wiosce?- spytała Cyran Heart. Ja przytaknęłam.
- Ola. Nie mówiłam tego o szpiegowaniu Ogonoczerwonych na poważnie. Powiedziałam tylko tak dla jaj- powiedziała Honey Dash śmiejąc się.- No bądźmy poważni.
- Zaraz,zaraz. Czyli to ty zaproponowałaś Oli szpiegowanie sąsiedniej wyspy?- spytała Heart Melt biegnąc do Honey Dash wściekła.
- Nic takiego jej nie proponowałam. Tylko zażartowałam,a ona to wzięła na poważnie-powiedziała Honey Dash odsuwając Heart Melt od siebie.
- A skoro wczoraj tam byłaś z Heart Melt. To co się tam stało?- spytała Cyran Heart.
- Więc. Jakaś klacz powiedziała Królowej,że ładunki,bomby,dynamity i sznury są gotowe i,że dzisiaj będą miały naradę zanim wyruszą do nas by opustoszyć całą wyspę. Swoją drogą. Musimy je jakoś odmienić. Pamiętacie Nightmare Moon? Mane 6 odmieniły ją za pomocą magii przyjaźni. Discord? To samo! Chrysalis? Pokonały ją! Król Sombra? To samo! Lord Tirek? To samo! Starlight Glimmer? Odmieniła ją co prawda Twilight,ale też za pomocą magii przyjaźni! My nie powinnyśmy być gorsze! My też mamy w sobie tę iskierkę magii przyjaźni,tolerancji i miłości! Za pomocą naszej mocy jedna z nas może ich przekonać swoim przemówieniem o tym,że może się różnimy. Może nie jesteśmy idealni,ale w nas istnieje taka iskierka wewnątrz. A jest to iskierka. Magii przyjaźni! Kto jest ze mną?!-spytałam podnosząc kopytko do góry.
- MY!-zawołały dziewczyny kładąc kopytka na sobie.
- Jedna za wszystkie?...-spytałam.
- ...WSZYSTKIE ZA JEDNĄ!-zawołały dziewczyny podnosząc kopytka do góry i się zaśmiały
 

 
Kiedy przypłynęłyśmy użyłam na łódce zaklęcia niewidzialności.
- Teraz nam nikt nie ukradnie-wyszeptałam idąc w zarośla.- Heart Melt! Chodź! Możemy zacząć grę!
- Yay!-wyszeptała Heart Melt.- No to w drogę!
I weszłyśmy w zarośla.
- Czołgamy się?- spytała Heart Melt. Ja zrobiłam zakłopotaną minę.
- Czemu?-spytałam. Heart Melt prychnęła.
- To jest element gry. Sama mi to kiedyś powiedziałaś-wyjaśniła Heart Melt. Ja westchnęłam.
- Ok. Czołganie możemy zastąpić. Cichym chodzeniem.
Heart Melt warknęła i poszła. W zaroślach było słychać głośne rozmowy.
- Nie wiedziałam,że nasi tak głośno gadają-wyszeptała Heart Melt. Ja westchnęłam.
- To nie oni. To Ogonoczerwoni. Są o tam-powiedziałam wskazując na zarośla. My podeszłyśmy do nich i zaczęłyśmy podsłuchiwać.
- Droga Królowo-usłyszałyśmy damski głos.- Oświadczam,że bomby są już prawie gotowe. Wszystko to dzięki Elastic Heart ciężkiej pracy.
- Cieszy mnie to niezmiernie-usłyszałyśmy głos Królowej.- Ale co z resztą ładunków? Mam nadzieję,że też one będą skończone do jutrzejszej narady.
- Tak Królowo. Wszystkie pracujemy już nad ładunkami. A także sznur by porwać jedną z kucyków z Wiki-Tiki już mamy-usłyszałyśmy ten sam głos.
- Bardzo dobrze- usłyszałyśmy głos Królowej ponownie.- Postarałyście się w tym roku lepiej niż rok temu.
- To one...- wyszeptałam przerażona.
- Na to wygląda- wyszeptała Heart Melt. Ja przystawiłam kopytko do buzi pokazując,żeby była cicho.
- No ok- wyszeptała Heart Melt i dalej podsłuchiwałyśmy.
- Przy okazji. Plan macie opracowany?-usłyszałyśmy głos Królowej ponownie.
- Oczywiście. Jutro w nocy możemy już ten plan wdrążyć w życie- usłyszałyśmy głos tej samej klaczy.- Jeżeli Breezie stała się alicornem to możemy ją związać. Nie uwolni się napewno z tych sznurów.
- Nie-wyszeptałam głosem bliskim płaczu.- To nie może być prawda.
- Coś się stało?- spytała Heart Melt. Ja przytaknęłam.
- Trzeba powiadomić dziewczyny o niebezpieczeństwie.
I wybiegłyśmy z zarośli w miejsce,gdzie stała łódka.
 

 
Po sytej kolacji kiedy wszyscy wyszli na przeszpiegi i dziewczyny poszły do swoich szałasów ja zamierzałam działać. Nie było ani jednej chwili do stracenia. Musiałam wiedzieć jakie oni mają zamiary do nich i móc spokojnie popłynąć do Vanhoofer. Ja przechodząc między szałasami słyszałam chrapanie. ,,Śpią już. Perfect''-pomyślałam. ,,Teraz mogę bez przeszkód uciec''. I wybiegłam z miejsca,gdzie stały szałasy. Kiedy już wybiegłam zobaczyłam zarośla. Jakby ta wyspa mieściła się niedaleko dżungli. Kiedy odsłoniłam zarośla moim oczom ukazał się przepiękny widok. Był tam najpiękniejszy wodospad jaki w całym swoim życiu widziałam!
- Wow- wyszeptałam zakrywając buzię kopytkiem.- To jest przepiękne! Teraz tylko znaleźć jakoś to przejście do tej wyspy i...
Z wody zaczęła wynurzać się jakaś klacz o kremowej skórze i kremowo-różowych falowanych rozpuszczonych włosach. Ja pisnęłam z przerażenia.
- Ola. Ola spokojnie. To tylko ja-powiedziała klacz wychodząc z wody. Ja dalej piszczałam.
- Ahhh! Nie dotykaj mnie ty potworze!
Klacz zrobiła śmieszną minę.
- Potworze? Ola. Czy ty się dobrze czujesz? To tylko ja Heart Melt!-zawołała wściekła Heart Melt otrzepując się z wody.- Co ty tu robisz?
- Ja? A co ty tutaj robisz?
- Kiedy wszyscy wyszli ze stołówki ja postanowiłam pozwiedzać okolicę. Nagle zauważyłam jakąś dżunglę,więc ja do niej weszłam. Następnie zauważyłam wodospad więc postanowiłam,że popływam trochę. Więc zdjęłam suknię i sobie popływałam. Swoją drogą. Woda jest tu cieplutka. Do rzeczy. Jak już się skończyłam pluskać to potem ty się pojawiłaś.
Ja westchnęłam.
- Powiem ci czemu ja stąd uciekam. Rainbow Breeze powiedziała mi dzisiaj,że Ogonoczerwoni chcą jedną z nas porwać i wysadzić jej wioskę. Nie uważasz,że to trochę chore?
Heart Melt zrobiła zakłopotaną minę.
- W sumie. To trochę dziwne. Dlaczego sąsiednie wyspy prowadzą ze sobą taki konflikt?- spytała Heart Melt zakładając sukienkę.
- Też się tak zastanawiam. Dlatego ja płynę na tamtą wyspę na przeszpiegi. Jeżeli chcesz to możesz dołączyć-powiedziałam kierując się do wyjścia z dżungli. Heart Melt pomyślała i po chwili zawołała:
- Wheee! Będziemy grać w moją ulubioną grę ,,Jestem szpiegiem''?
- W pewnym sensie. A teraz nie krzycz tak bo się oni od razu zorientują,że my jeszcze nie śpimy-wyszeptałam wychodząc z dżungli.
- No to w drogę! Jak to mówią: Komu w drogę temu czas!-zawołała Heart Melt.
- Heart Melt! Miałaś być cicho!-wyszeptałam świecąc rogiem.
- Sorry. A co ty robisz?
- Wyczarowuję nam łódkę. Czy coś w tym stylu.
Z piachu zaczęła się powoli formować łódka. Heart Melt wyszeptała:
- Wow. To jest fantastyczne!
Ja przytaknęłam.
- Najlepsze przed nami.
Po chwili łódka skończyła się formować. Ja wsiadłam ,się uśmiechnęłam i powiedziałam:
- Witam na pokładzie statku do Ogonoczerwonych. Proszę zapiąć pasy.
Heart Melt zachichotała i wsiadła.
- Uważaj skarbie. Bo zapowiada się mrożąca krew w żyłach przejażdżka.
I odpaliłam rogiem łódkę. Śmigałyśmy na niej jak na motorówce.